4 grudnia 2018 | Zbigniew Kaszlej
Zmarł Jan Krzywosz
 

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że zmarł Jan Krzywosz, członek Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 r.

Krzywosz  Jan Krzywosz
1939 – 2018

Urodził się w 1939 r. w Kamiennej Nowej, tam mieszkała jego rodzina. Ukończył rolnicze studia inżynierskie, pracował w urzędach centralnych oraz jako dyrektor Zakładu Doświadczalnego w Woźnicach k/ Mikołajek.
Większość swego życia związał z Warszawą, ale w ostatnich latach przebywał najchętniej w Zelwie k/ Gib, ciesząc pięknem natury i spokojem własnego siedliska w Puszczy Augustowskiej.

W Obławie Augustowskiej w lipcu 1945 r. stracił ojca Jana, stryja i wuja.
W 1987 r., wraz z żoną Danutą, z ogromnym zaangażowaniem włączył się w prace Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 r.
Małżeństwo Krzywoszów dotarło do wielu rodzin Ofiar Obławy Augustowskiej i – pozyskując informacje, zdjęcia, dokumenty – przywróciło zbiorowej pamięci tych, którzy zginęli w sowieckiej pacyfikacji, bo byli Polakami.
Wraz z innymi członkami Komitetu został odznaczony w 2007 r. honorowym tytułem Kustosza Pamięci Narodowej, przyznanym przez Instytut Pamięci Narodowej.

Pogrzeb Jana Krzywosza będzie miał miejsce w środę, 5 grudnia 2018 r. o godz. 10.40 na cmentarzu bródnowskim w Warszawie.
Cześć Jego Pamięci!
Niech odpoczywa w Panu.

Zdjęcie wykonane przez Jerzego Lecha podczas sesji Klubu Historycznego w Augustowie w październiku 2007 r. Więcej informacji znajdziecie Państwo w wydanym po niej Biuletynie:  http://akklub.pl/publikacje/biuletyn-nr-6/

 

W swoim archiwum posiadam kserokopię tekstu autorstwa Janiny Pietrzak zawierającego opis kilku augustowskich wątków Obławy Augustowskiej. Wątków ważnych, wartych przypomnienia i zachowania dla potomności. Tekst pani Janiny uzupełniłem biogramami powiązanych z tekstem Ofiar Obławy, cytowanymi na podstawie dostępnej literatury przedmiotu.

Janina Pietrzak
Zdarzyło się w czasie wojny
Jak obecnie stwierdza Instytut Pamięci Narodowej, obława augustowska była największą zbrodnią, dokonaną przez Sowietów na obywatelach polskich po zakończeniu II wojny światowej. W lipcu 1945 roku rozpoczęła się blokada miasta. Oddziały Armii Czerwonej wspomagane przez UB i WP przeprowadziły szeroko zakrojoną akcję pacyfikacyjną na terenie Augustowszczyzny. […].
Prowadzone od początku lat 90-tych śledztwo zostało w 2001 roku przekazane do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Mimo podjętych działań nadal nie ustalono ani losów ofiar, ani sprawców domniemanej śmierci, ani miejsca pochówku.
Jednak ciągle są jeszcze żywe wspomnienia tamtych tragicznych dni. Adela Rutkowska – Bondziulowa nieraz opowiadała o swoim ojcu, który jako kolejarz współpracował z AK, a zaprzysiężonym żołnierzem AK był jej brat Stefan, osadzony potem w więzieniu w Białymstoku.
Zaraz po wojnie jej rodzina mieszkała przy obecnej ulicy Partyzantów, wynajmując mieszkanie u szewca Stankiewicza (w sąsiedztwie Zofii i Wł. Dowgirdów, gdzie w piwnicach wkrótce przetrzymywano aresztowanych). Na górze w tym domu został zakwaterowany radziecki lejtnant z ordynansem. Matka Adeli rozmawiała z nimi, częstowała, czym mogła. Pewnego dnia jej męża aresztowano. Wtedy pani Rutkowska usilnie prosiła przez ordynansa o rozmowę z jego przełożonym, do której ostatecznie doszło. Matka Adeli uklękła przed lejtnantem i prosiła o pomoc. On niczego nie obiecywał, ale próśb wysłuchał i powtarzał „uwidim, da uwidim”. Ordynans po jakimś czasie powiedział: „Sosiedka, ty nie płacz, twój starik wierniotsia”. Któregoś dnia późnym popołudniem Rutkowski opuścił areszt. Szedł od strony Dowgirdów z marynarką przewieszoną na ręce i płakał. Należał do nielicznych uratowanych spośród tych, których następnego dnia o świcie wywieziono w nieznanym kierunku.
Pan Olechnowicz, pracownik poczty, długo poszukiwał swego jedynego syna. Niewiele brakowało, a zginęliby dwaj moi kuzyni – Władysław i Edward Zaskowscy. To oni wraz z kolegami przyszli do domu pani Zofii Dyczewskiej, gdzie spotkali się z jej córkami – Ireną, Haliną i Danutą. Któryś z nich miał mandolinę, więc grali, pośpiewywali, cieszyli się wolnością i latem. Pani Dyczewska zwróciła im uwagę, że zbliża się godzina milicyjna, więc muszą szybko wracać do siebie. Oni wyszli, ale zdecydowali, że pójdą jeszcze do kolegów na Borki, tam będą mogli zostać dłużej. Obaj bracia Zaskowscy, dyscyplinowani przez rodziców, postanowili wracać do domu, skręcili w ulicę Kwaśną i szli w stronę Rajgrodzkiej. Ich koledzy poszli dalej Nowomiejską. Niebawem nadjechała tankietka z Sowietami, zostali aresztowani. Wśród nich był między innymi Stelmasik, o nim także wszelki słuch zaginął. Bracia Zaskowscy szczęśliwie dotarli do swoich bliskich.
Mieczysław Borowski wspominał, jak to on zlekceważył zarządzenia, wracając z obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Wracał razem z Romanowskim (z rodziny fryzjerów), któremu bardzo pomógł przeżyć najcięższe chwile w obozie. Powitano ich serdecznie u Romanowskich, gdzie na kolacji był również Jan Szostak w mundurze wojskowym (ożenił się później z Zofią Romanowską). Kiedy M. Borowski wyszedł nieco późno po miłej kolacji, został zatrzymany na obecnej ulicy 3 Maja. Nie doszedł już do swoich rodziców, którzy mieszkali na Mostowej. Całą noc spędził w więzieniu „u Turka”. Rano wypędzono więźniów na dziedziniec, ustawiono w dwuszeregu. Z Sowietami był Jan Szostak, który rozpoznał Borowskiego i przyczynił się do jego uwolnienia. Inni zginęli. Z powodu blokady miasta trudno było wyjechać z Augustowa, chociaż można było tu przybyć. Z czasem zaczęto wypuszczać rolników na bardziej odległe pola. I tak udało się Borowskiemu dotrzeć do Łysej Góry, potem do Grajewa, do Białegostoku i wreszcie do Elbląga, gdzie zamieszkał na stałe. Swoim wspomnieniom dał tytuł „Szczęściarz”, bo jak mówił, sześciokrotnie uniknął śmierci.
Z kolei Edward Naruszewicz w „Echu Szkolnym” z 1995 roku wspomina lipcowy odpust w Studzienicznej, gdzie przybyły tłumy. Odbyła się Msza św. w drewnianym kościele, kiedy nagle posypały się strzały, rozległy się krzyki. Nikt tego się nie spodziewał, przecież było po wojnie. Zaskoczeni faktem byli również „chłopcy z lasu”, którzy przybyli na odpust. Niektórzy chcieli przepływać przez jezioro, ale widziano ich zbyt dobrze. W. Naruszewicz pisze, że przytulił się do drewnianej kolumienki, przy której klęczał. Ocalał. Widział potem, jak ładowano mężczyzn na samochody ciężarowe pod plandekami. Wozy te następnie odjechały w stronę Augustowa. On sam miał szkolną legitymację jako uczeń Liceum Ogólnokształcącego. W drodze powrotnej był kilkakrotnie kontrolowany przez UB i NKWD. Widział, jak funkcjonariusze leżeli w rowach po obu stronach drogi. Wtedy zrozumiał, że tu na Augustowszczyźnie wojna jeszcze się nie skończyła.

Tyle tekstu, pani Janina Pietrzak dodała także nazwiska osób aresztowanych na ulicy Nowomiejskiej: Tadeusz Stelmasik, Jatkowski, Jedliński.
Na podstawie dostępnej literatury można odtworzyć podstawowe dane personalne aresztowanych:
1. Tadeusz Stelmasik, s. Władysława i Stefanii, ur. 3.08.1925 r. w Kadyszu, zam. Augustów, ul. Kopernika 26, aresztowany 15.07.1945 r. przez Sowietów o godz. 19 „z ulicy”.
2. Jatkowski Mieczysław, s. Józefa i Antoniny, ur. 17.08.1927 r. w Augustowie, zam. Augustów, ul. Zygmuntowska 45, zatrzymany 15.07.1945 r. przez Sowietów o godz. 18 „z ulicy”.
3. Jedliński Władysław, s. Adama i Katarzyny, ur. 20.08.1927 r. w Augustowie, zam. Augustów, ul. Kopernika 15, zatrzymany 15.07.1945 r. przez Sowietów o 8 „z ulicy”.

Wydany przez Oddział IPN w Białymstoku tzw. „czarny” album na okoliczność odsłonięcia wystawy „Zaginieni w obławie augustowskiej – lipiec 1945 r.” zawiera na str. 43 wspólne zdjęcie przedstawiające Władysława Jedlińskiego, Mieczysława Jatkowskiego i Tadeusza Stelmasika. Opis zdjęcia także wnosi mały kamyczek do biogramów ww. aresztowanych.
Jedliński Władysław w środku
„Władysław Jedliński (w środku) miał w 1945 roku 18 lat. Sam należał do AK, ale był też obciążony rodzinnie mając siostrę łączniczkę ps. „Sikorka” i szwagra partyzanta ps. „Gołąb”. W połowie lipca wstąpili po niego koledzy Mieczysław Jatkowski (z prawej) i Tadeusz Stelmasik, także członkowie AK. Jedliński wziął gitarę i poszli razem na zabawę. Obiecał wrócić przed godziną policyjną. Prawdopodobnie nie zdążyli – w drodze powrotnej zatrzymał ich patrol żołnierzy radzieckich. Nikt tego nie widział, a więc nie znane są okoliczności aresztowania. Znaleźli się w piwnicy w Dowierdów, gdzie trzymano mnóstwo osób aresztowanych w czasie obławy. Wypuszczeni później świadkowie opowiadali, że widzieli ich pobitych w śledztwie. Widzieli też, jak następnie załadowano ich na samochód ciężarowy i wywieziono w nieznanym kierunku”.

Potwierdzenie faktów opisanych przez Janinę Pietrzak, a także ich uzupełnienie przynoszą opracowane przez Alicję Maciejowską biogramy Mieczysława Jatkowskiego, Władysława Jedlińskiego i Tadeusza Stelmasika, zawarte w książce „Przerwane życiorysy – Obława Augustowska, lipiec 1945 r.”, wydanej przez IPN o/Białystok w 2010 r. Biogramy ważne, więc cytuję całość:
„Razem się uczyli, razem bawili, dorastali, chyba razem walczyli i razem złapano ich na ulicy rozbawionych, wracających z gitarą z potańcówki u koleżanki na ul. Nowomiejskiej.
Był to wczesny wieczór 15 lipca, ale godzina policyjna obowiązywała od 18.
Natknęli się na jeden z patroli żołnierzy radzieckich, krążących ulicami Augustowa po godzinie policyjnej. Żołnierze zatrzymali ich i zaprowadzili na Zarzecze do domu Dowgierdów, gdzie zgromadzonych było mnóstwo ludzi.
Urodzili się tego samego roku – 1927 – mieli więc w chwili aresztowania po 18 lat.
Siostry Mietka i Władka mówiły jednak, że mieli po 17 lat. Widocznie urodzili się w późniejszych miesiącach, Tadzio natomiast skończył 18 lat 3 lipca.
Jeśli chodzi o przynależność do AK, to siostry Mietka i Władka były przekonane, że nie należeli, a pani Zofia Moniuszko, siostra Tadzia, przypuszczała, że mógł związać się z organizacją podziemną, ponieważ był harcerzem. Niezależnie od świadomości sióstr wszyscy trzej figurują na liście „Radosława” jako zaginieni i poszukiwani żołnierze AK.
Rodzina Jatkowskich mieszkała w dzielnicy, gdzie powstało getto a po jego utworzeniu zostali wysiedleni do Kosówki – wsi pod Augustowem. W planie mieli ucieczkę przez granicę na rosyjską stronę, ale jakoś do tego nie doszło.
Mietek wyglądał nad wiek poważnie. Był przystojnym chłopcem, wysokim, szczupłym, o czarnych oczach i ciemnych, krótko ostrzyżonych włosach. Miał wrócić od września do szkoły, bo wojna przerwała naukę.
Kiedy w lipcowe niedzielne popołudnie wstąpili po niego Tadek i Władek z nieodłączną gitarą, matka uprzedziła, aby wrócił przed godziną policyjną. Jak już wiemy tak się nie stało. Matce udało się porozmawiać z nim przez drzwi u Dowgierdów. Wspomniała mu, że miał wrócić wcześniej. On ją uspokajał, że następnego dnia go wypuszczą.
Władek był uzdolniony muzycznie, umiał grać na wszystkich dostępnych instrumentach, nie rozstawał się z gitarą. W ich domu ukrywał się przez jakiś czas mąż siostry, partyzant. A i siostra współdziałała z partyzantami.
Dwaj ludzie wypuszczeni od Dowgierdów naopowiadali rodzinie, że Władek byłby wypuszczony, gdyby nie zeznania pobitego w śledztwie Mietka Jatkowskiego, który miał powiedzieć, że Władek należał do AK. Informacja jest wątpliwa, choćby dlatego, że Jatkowski zginął, a tamci dwaj wyszli na wolność.
Starsza o 16 lat siostra Władka, pani Maria Prusko, zapamiętała brata jako bardzo ładnego szatyna o niebieskich oczach i wybitnie uzdolnionego muzycznie. Ostatni obraz utrwalony w oczach to wyruszający na zabawę Władek z przewieszoną przez ramie gitarą. Jego także przestrzegano w domu, aby wrócił przed godziną policyjną.
Po Tadziu zachowało się jedyne zdjęcie z dzieciństwa, z pierwszej komunii.
Jego wojenne losy rozpoczęły się trochę inaczej niż pozostałych przyjaciół. Wywieziony z rodzicami i młodszym rodzeństwem do Niemiec, tam rozdzielony z rodziną, uciekł z obozu do starszej siostry w Augustowie, pani Zofii Dyczewskiej (II voto Moniuszko).
Zaraz po wojnie rodzice Tadzia, wracając z Niemiec, osiedlili się w Poznaniu i czekali na przyjazd syna, który miał kontynuować naukę. Tymczasem do Augustowa nadeszła obława…
Po zatrzymaniu Tadzia i aresztowaniu 18 lipca męża, pani Zofia codziennie obserwowała od sąsiadów zabudowania Dowgierdów i przekonana była, że brata umieszczono dwa domy przed Dowgierdami, ponieważ nie zauważyła go ani razu. Jej siostra, pani Maria Obacz zaprzecza, bo pamięta, że doszło do rozmowy Zofii z bratem. Miała go namawiać do ucieczki, na co odpowiedział, że przecież nie zostawi kumpli.
Uwolniony stamtąd świadek, Pożarowski, opowiadał że widział przez okienko w piwnicy pięciu młodych chłopców siedzących pod płotem i czekających na eskortę. Byli to: Jatkowski, Jedliński i Stelmasik oraz Olechnowicz i Rzepecki. Jeden z nich miał „mandolinę” (chodzi oczywiście o gitarę Władka Jedlińskiego). Obserwujący ich więźniowie zazdrościli, że wychodzą na wolność. Po paru godzinach zjawiła się eskorta. Żołnierze wzięli ich między siebie i wyprowadzili w stronę miasta. Pani Jedlińska zdążyła w ostatniej chwili dostarczyć Władkowi kurtkę i jedzenie. Zobaczyła jak pakują całą grupę do ciężarówki. Władek szedł w koszuli a marynarkę i kurtkę niósł na ręku. Gitary już nie miał. Na samochód wrzucono łopaty.
Po zakończonej obławie na największe kłopoty skarżyła się siostra Władka Jedlińskiego, pani Maria Prusko. Nachodzili ja ubecy z ruskimi żołdakami i pod pretekstem rewizji pozabierali bieliznę pościelową, rzeczy osobiste a także zapasy wojenne: sto kawałków mydła, sto metrów materiału, wódkę. Chodziła upominać się o zrabowane rzeczy do Szostaka, widziała tam różne przedmioty od niej zabrane. Oddano jej tylko dwie pary bucików dziecięcych i płaszcz wojskowy. Jeden z żołnierzy radzieckich przeprowadzających rewizję powiedział jej, że nie mieli prawa zabierać osobistych rzeczy. Obiecał wpuścić ją do komendanta na swoim dyżurze. Kiedy przyszła, zobaczył ją Szostak, poszeptał coś komendantowi do ucha i ten zamiast przyjąć, wygnał ja z krzykiem.
Rodziny prowadziły poszukiwania chłopców indywidualnie i zbiorowo z Michałem Olechnowiczem. Podobnie jak usiłowania „Radosława”, nie odniosły żadnego skutku”.

Jeśli ktoś z czytelników posiada informacje inne niż podane w artykule lub uzupełniające wiedzę o Ofiarach Obławy Augustowskiej pochodzących z Augustowa proszę o kontakt: tel. 501 298 534.
Zbigniew Kaszlej

 

Modlitwa, prawda, pamięć, doprowadzenie do pochówku zamordowanych przez sowietów w lipcu 1945 r. – to nasz narodowy obowiązek wobec Ofiar Obławy Augustowskiej. Wciąż nie wiemy, gdzie są ich doły śmierci. Nie znamy też pełnej listy ofiar.
12 lipca br. w augustowskiej bazylice „zawołaliśmy Ich po imieniu”, jak nakazywał Zbigniew Herbert. Bo masowa zbrodnia ma indywidualne twarze.
W imieniu organizatorów dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w augustowskie uroczystości.

"Przywróćmy Im imiona i twarze" - II publiczne odczytywanie imion i nazwisk Ofiar Obławy Augustowskiej

„Przywróćmy Im imiona i twarze” – II publiczne odczytywanie imion i nazwisk Ofiar Obławy Augustowskiej

Dziękujemy mediom za relacjonowanie augustowskich obchodów – razem budujemy pamięć.
Relacja w Obiektywie TVP3
Relacja w ogólnopolskich „Wiadomościach” (od minuty: 21.55 )


Fotoreportaż Piotra Kierkli ze złożenia kwiatów pod augustowską siedzibą Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie w lipcu 1945 r. więziono zatrzymanych w Obławie Augustowskiej:

Po mszy św., sprawowanej w intencji Ofiar Obławy Augustowskiej i ich rodzin przez ks. Wojciecha Jabłońskiego, odbyło się II publiczne odczytanie nazwisk porwanych przez sowietów i zamordowanych mieszkańców naszego regionu oraz koncert wiolonczelowy „Historia Polski muzyką opowiedziana”
Fotoreportaż Marty Smolińskiej:

W imieniu organizatorów
Danuta Kaszlej

 

 

Plakat Obława 12.07. 2018 r. jpg

Serdecznie zapraszamy 12 lipca 2018 r. (czwartek) na godz. 18.00 do Bazyliki Mniejszej Najświętszego Serca Jezusowego w Augustowie na mszę świętą  w intencji Ofiar Obławy Augustowskiej i Ich Rodzin.

Po zakończeniu mszy św., przed godz. 19.00, zachęcamy do udziału w II publicznym odczytaniu nazwisk naszych przodków, zamordowanych przez Sowietów w lipcu 1945 r.: „Przywróćmy Im imiona i twarze”.
Ta idea „zawołania każdego po imieniu” zgromadziła rok temu w centrum naszego miasta, na Rynku Zygmunta Augusta, bardzo wielu mieszkańców Augustowa i regionu oraz turystów. Imiona i nazwiska Ofiar Obławy Augustowskiej odczytywali wtedy członkowie ich rodzin, osoby z pokolenia jeszcze pamiętającego dramatyczny lipiec 1945 r., w tym AK-owcy i również ludzie młodzi, dzieci – bo pamięć trzeba przenieść na następne pokolenia. Na nie spada obowiązek wyjaśnienia zbrodni sprzed 73 lat.

12 lipca, w rocznicę rozpoczęcia pacyfikacji, powtórzmy ten nasz augustowski, oddolny „apel pomordowanych”. W Bazylice Mniejszej NSJ każdy będzie mógł podejść do mikrofonu i odczytać nazwiska ofiar największej zbrodni na Polakach po II wojnie światowej.

Po zakończeniu apelu pamięci wystąpi ponad 60 uczestników VI Warsztatów Wiolonczelowych, którzy – wraz ze swoimi profesorami – przygotowali i wykonają koncert „Historia Polski muzyką opowiedziana – na orkiestrę wiolonczelową”

Jak co roku, w trzecią niedzielę lipca, odbędą się również obchody rocznicy Obławy Augustowskiej w Gibach. 15 lipca br. o godz. 12.00 odprawiona zostanie uroczysta msza święta w kościele pw. św. Anny. O godz. 13.30 przewidziany jest przemarsz na Górę Krzyży, gdzie nastąpi oddanie hołdu Ofiarom Obławy Augustowskiej „w słowie, zniczach i pieśni”. Organizatorzy gibiańskich obchodów proszą, by w tym roku nie kwiaty, a znicze były wyrazem naszej pamięci.
Starosta Augustowski zapewnia autokar, którym kombatanci, poczty sztandarowe szkół oraz zainteresowane osoby mogą dojechać na uroczystości do Gib. Odjazd autokaru 15 lipca 2018 r. o godz. 10.45 z dworca PKS w Augustowie.

Oddajmy wspólnie hołd Ofiarom Obławy Augustowskiej i nie ustawajmy w wołaniu o jej wyjaśnienie.

2 lipca 2018 | Zbigniew Kaszlej
Pomnik Ofiar Obławy Augustowskiej w Suwałkach
 

WP_20180617_13_18_22_ProW niedzielę 17 czerwca 2018 r. uczestniczyliśmy w uroczystości odsłonięciu pomnika powstałego w Suwałkach w hołdzie ofiarom Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku. Monument ustawiony jest na rondzie u zbiegu ulic Armii Krajowej i Mikołaja Reja i przedstawia złożone do modlitwy dłonie, oplecione drutem kolczastym, wznoszące znak Polski Walczącej.

Uroczystości rozpoczęła msza święta w kościele pw. Bożego Ciała, której przewodniczył arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź. We mszy świętej i uroczystym odsłonięciu pomnika licznie uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, kompanie reprezentacyjne służb mundurowych i wojska, poczty sztandarowe szkół i mieszkańcy Suwalszczyzny.

Inicjatorem budowy pomnika był Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 roku.

fot. Zbigniew Kaszlej

 

logo Obława Augustowska autor Michał Kaszlej

W drugim tomie Augustowskich Pamiętników zamieściliśmy bardzo ciekawe wspomnienia Stanisława Szypera, Moja rodzinna wieś w latach 1935 – 1948.
http://akklub.pl/publikacje/augustowskiepamietniki/augustowskie-pamietniki-ii/stanislaw-szyper-moja-rodzinna-wies-w-latach-1935-%E2%80%93-1948-wspomnienia/

Biogram autora:
http://akklub.pl/publikacje/augustowskiepamietniki/augustowskie-pamietniki-ii/stanislaw-szyper/

Pan Stanisław, mieszkaniec wsi Jastrzębna, był zatrzymany jak większość mężczyzn wsi, przez Sowietów w Obławie Augustowskiej i – szczęśliwie dla nas – zwolniony. Poniżej prezentujemy mówiący o tym fragment wspomnień Stanisława Szypera „Rys autobiograficzny”, wydany w formie maszynopisu w Lipsku w 1985 roku.

Stanisław Szyper

„W maju 1945 roku zakończyła się wojna. Z zachodu zaczęły wracać wojska sowieckie. Pociągi woziły jakiś sprzęt, jechały też transporty wojskowe. Szosą pędzono czarno-białe bydło całymi stadami. Mówiono, że gonią je do Związku Radzieckiego. W lipcu tegoż roku wracające oddziały radzieckich wojsk wkroczyły do naszej wsi. W niedzielne popołudnie zebrano wszystkich mężczyzn na podwórku u Toczków, w celu, jak mówiono, kontroli. Myśleliśmy, ze kontrola odbędzie się szybko, jednakże stało się inaczej. Nazajutrz przeszliśmy pod konwojem do stodoły Pietrzeńców, gdzie trzymano nas około tygodnia. Jedzenie przynosiły nam nasze matki i siostry. Po tygodniu pomaszerowaliśmy do Jasionowa za Krasnymborem i tam w stodole u jakiegoś gospodarza trzymano nas jeszcze tydzień. Po tym czasie zaczęto niektórych zwalniać. Mnie również zwolniono.

Ojciec zwolniony został jeszcze w Jastrzębnej I. Brat natomiast został przewieziony do Sztabina, razem z kilkoma innymi, między nimi Granackim Czesławem z Jastrzębnej i moim stryjkiem z Krasnegoboru Józefem Szyperem. Ze Sztabina brata zwolniono, ale stryjka zabrano. Nie wrócił też z naszej wsi Granacki Czesław. Słuch o nich zaginął. Co się z nimi stało nie wiadomo”.
Na zdjęciu dom Szyców w Sztabinie – miejsce przesłuchiwań i przetrzymywania Ofiar obławy Augustowskiej.
Dom Szyców

Zbigniew Kaszlej

 

Dziesiąty odcinek budowania wiedzy o Obławie Augustowskiej przez źródłowy przekaz o losach konkretnych ludzi, miejsc, zdarzeń z lipca 1945 r., poświęcam mieszkańcom wsi Kopiec (obecnie gmina Sztabin w powiecie augustowskim).

Tekst odtwarza przebieg pacyfikacji tej wsi z „okruchów” wiedzy pozbieranych z wszystkich dostępnych źródeł. Wykorzystałem publikacje, ale opieram się przede wszystkim na zasobie źródłowym, który jest wynikiem własnych badań prowadzonych od lat wraz z Danutą Kaszlej.
Po rozłożonej na rok pracy nad weryfikacją relacji i dokumentów – w tym 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego, po kolejnych wizjach lokalnych w przywoływanych miejscach, przedstawiam ustalenia dotyczące wydarzeń z lipca 1945 r. we wsi Kopiec.
Jak w każdym odcinku „Okruchów Obławy Augustowskiej” liczę na ich uzupełnienie bądź weryfikację przez czytelników.

Według jednej z relacji, przywołanej przez Alicję Maciejowską w książce „Przerwane życiorysy – Obława Augustowska, lipiec 1945 r., Białystok 2010 (dalej cyt.: Alicja Maciejowska), Sowieci pojawili się w Kopcu 8 lipca 1945 r. Do wsi zajechały wtedy samochody pełne żołnierzy Armii Czerwonej.
Oficerowie zakwaterowali się w domu Duchińskich. Bracia Jan i Eugeniusz „odstąpili” swoje łóżka kwaterującym oficerom i sypiali „na chlewie”.
Zatrzymania rozpoczęły się 12 lipca i trwały w dniach następnych.  Raporty 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego dokumentują, że zatrzymań dokonywali żołnierze 208 dywizji strzeleckiej wchodzącej w skład 124 korpusu strzeleckiego 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego. ZOBACZ CAŁY ARTYKUŁ

 

Prezentuję fragment wspomnień Józefa Kunickiego, ur. 4.04.1925 r. w Walnem, zmarłego 11.12.2012 r. w Olecku. Opisuje on przeżycia podczas Obławy Augustowskiej. Za udostępnienie wspomnień ojca dziękuję Józefowi Kunickiemu z Olecka.

KunickiJózef Kunicki (1925 – 2012)

Po powrocie do rodziny

Mieszkam już dwa tygodnie w rodzinie. Zaczynamy sobie zadawać pytania, co dalej. Panuje głód. Nie ma paszy dla źrebaka i krowy. Ludzie wyjeżdżają do Prus Wschodnich szukać żywności i paszy. Niemiecka ludność uciekła w głąb Niemiec przed Rosjanami. W pasie graniczącym z Polską w tych gospodarstwach można znaleźć paszę dla bydła. Ojciec z kuzynem Pietkiewiczem zamienia źrebaka na 2,5 roczną klacz. Dokłada do niego pozłacany zegarek, który ocalał w rodzinie. No trzeba wybierać się na szukanie żywności. Wybieramy się, a jest to początek marca i leży śnieg.

Wyjeżdżam z ojcem. Zaprzęgam konie w sanie. Bierzemy sobie i dla koni paszę i jedziemy do Prus Wschodnich. Przy pasie granicznym w głąb 10 km znajdujemy w gospodarstwie siano, ziemniaki i zboże niemłócone. Młócimy zboże, około 200 kilogramów. Radość. Jest siano, ziemniaki i chleb. Ładujemy i jedziemy z powrotem. Trwało to 5 dni. Takich wyjazdów zrobiliśmy ze trzy razy.

Wojna toczy się gdzieś na zachodzie. Jest to w przybliżeniu 25 marca. Dostaję powołanie do wojska Polski Ludowej. Postanawiam nie stawić się. Zmieniam miejsce zamieszkania. Nikt mnie nie poszukuje. Przychodzi w kwietniu drugie powołanie. Również się nie stawiam. Ci co się zgłosili byli wysyłani, po krótkim przeszkoleniu na front.

Przychodzi wiosna. Ja z ojcem staram się zagospodarować ziemię, coś zaorać i posadzić. Ludność, których gospodarstwo zostało spalone wyjeżdża i osiedla się w Prusach Wschodnich.

Obława lipcowa

Powołanie do wojska otrzymuję po raz trzeci 17 lipca. Mam stawić się do Suwałk na Komisję Wojskową. Trudno, trzeba się zgłosić. Wojna skończona, więc nie jest tak źle. Raniutko 17 lipca 1945 roku wychodzę do Suwałk na pobór do wojska. Jest oddalone o około 30 kilometrów. Postanawiam jechać rowerem. Zabieram podstawowe rzeczy, bo mogę nie wrócić. Dojeżdżam pod Suwałki, zostawiam rower u znajomych i idę pieszo. Za wsią Leszczewek, jakieś 7 km od Suwałk, spotykam dużą grupę żołnierzy rosyjskich. Zatrzymują mnie i sprawdzają dokumenty. Pokazuję im kartę powołania do wojska. Nie zwracają uwagi na żadne wyjaśnienia. Zabierają mnie i pędzą do jednego przy drodze zabudowania. W tym zabudowaniu na podwórzu jest już spora grupa mężczyzn od 17 do 60 lat. I mnie przyłączają do niej. Tych ludzi i mnie pilnuje kilku rosyjskich żołnierzy. Po południu przyjeżdża samochód ciężarowy. Wpędzają do środka krzycząc: „Prędzej, prędzej!” oraz brutalnie popychają. Wiozą w kierunku Suwałk. Przejeżdżają przez Suwałki i wiozą dalej. Jesteśmy wystraszeni, nie wiemy gdzie nas wiozą. Dowożą nas do Papiernia-Dubowo. Do tego obozu, który zrobili Niemcy, a ja już w tym obozie siedziałem. No myślę po nas. Trzymają nas do rana. Okazuje się, że przez dzień i wieczór spędzono lub przywieziono dużą ilość mężczyzn. Szacuję, że ok. 100 osób. Sowieccy żołnierze uzbrojeni po zęby bardzo nas pilnują. Od czasu do czasu słychać jakieś strzały. Prawdopodobnie, by nas zastraszyć przed ucieczką. Dowiaduję się od ludzi zatrzymanych, że jest to duża obława na ludzi związanych z podziemiem AK. Słynna obława Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD sowieckiego, którą później nazwano Lipcową Czystką.

Wczesnym rankiem ustawiono wszystkich zatrzymanych po dwie osoby w pary. Po bokach szeregu z obydwu stron ustawili się żołnierze rosyjscy z bronią gotową do strzału. Została stworzona kolumna składająca się w przybliżeniu z ok. 150 cywilów, no i żołnierzy sowieckich jakieś 50 osób. Wypędzono z obozu na szosę Suwałki Augustów. Ruszyliśmy w kierunku Augustowa. Przed ruszeniem w drogę, poinformowano nas, że jeśli ktoś spróbuje uciec, to zostanie zastrzelony. Gdy ruszyliśmy, dla sterroryzowania oddano kilka strzałów w górę. Szliśmy jakieś 4 km. Nagle kolumna skręciła w kierunku Płocicznego. Zapędzono nas do osiedla robotniczego Płociczno. Tak spotkaliśmy grupę już zatrzymanych mężczyzn. Był to plac w środku osiedla. Otoczono nas kordonem wojska rosyjskiego oraz żołnierzy w mundurach Wojska Polskiego oraz Policji polskiej UB. W jednym z mieszkań znajdował się sztab wojska rosyjskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Budynek był otoczony przez Rosjan.

Przesłuchanie

Do budynku, gdzie znajdował się sztab brano po jednej osobie i dokładnie przesłuchiwano. „Skąd jesteś, gdzie mieszkasz, czy służyłeś w wojsku, gdzie pracowałeś za okupacji, czy brałeś udział w jakiejś organizacji przed wojną, czy obecnie należysz do jakiejś organizacji, skąd wziąłeś się w tym obozie?” Pytano również o członków rodziny, co robią i z czego się utrzymują. Pytania zadawali brutalnie, a w pewnych momentach podchwytliwie. Nawet przerywano krzycząc: „Kłamiesz!”

Po wprowadzeniu mnie do środka przeprowadzono to przesłuchanie tą metodą. Była to przesłuchująca grupa (Komisja tak zwana „Rosyjska”). Na środku stołu stał dobrze zbudowany Rosjanin w szarży kapitana. Miał surowy wygląd, typ Gruzina, barczysty z medalami. Przed nim leżała książka, w której coś wyszukiwał, jak podawałem personalia. Po obu stronach stołu, po jednej i drugiej stronie siedziały po dwie osoby. Było ich pięcioro. To, co mówiłem notowali. Po drugiej stronie pokoju, przy stole siedziała Komisja Polska w mundurach Wojska Polskiego i polskiej U.B. Przed nimi również leżała książka, lecz w języku polskim. Widziałem wpisy w tej książce. Nazwiska, imiona oraz miejscowości. Gdy powiedziałem swoje nazwisko oraz podałem im kartę powołania do wojska szukano mojego nazwiska, lecz nie znaleziono. Jeden z członków przesłuchujących mówi do pozostałych: „On nie z naszego okręgu, to okręg Augustów-Sejny. Tu go nie mamy.” Serce mi załomotało. To są nasi wyzwoliciele!? Rzuciłem okiem na tę listę. Była pisana w języku polskim. Jeden z członków Komisji Polskiej zwrócił się do Rosjan w języku rosyjskim. Coś tam rozmawiali przez dłuższy czas. Wzięto ode mnie kartę powołania do wojska. Wpisano kilka słów po rosyjsku, oraz polsku. Napis brzmiał: „Jest wolny, ale musi stawić się jutro do wojska do Suwałk”.

Wypuszczono mnie. Wyszedłem na plac strzeżony przez Rosjan. Przed wyjściem stali wartownicy. Wzięli ode mnie tę kartę powołania, przeczytali i powiedzieli, że należy iść do wojska. Wraz ze mną wypuszczono z mojej wsi kolegę Sobolewskiego Mieczysława. Co stało się z pozostałymi? Część zwolniono, a pewna część ludzi do dzisiaj nie powróciła.

Po wypuszczeniu mnie, wyszedłem w kierunku tartaku Płociczne. Zbliżał się wieczór. Należało gdzieś przenocować. Dalsza podróż nocą, to pewna śmierć lub wpadka. Z kolegą dotarliśmy do Płociczna. Ja znałem tam gajowego. Nazywał się Węderlich. Zaszliśmy do niego prosząc o przyjęcie na noc. Zgodził się, pomimo, że to były ogromnie niebezpieczne czasy prześladowań. Opowiedziałem mu wszystko o tym obozie i o moim przejściu. Postanowiłem nie stawiać się do wojska, tylko wracać do domu. Pozostawiony rower w Leszczewku odbiorę innym razem. Uważałem to rozwiązanie za bezpieczniejsze. Po przenocowaniu u niego na strychu magazynku i rano po śniadaniu, gdy już mieliśmy z kolegą odchodzić, naraz zajechała bryczka z 4 rosyjskimi żołnierzami. My skryliśmy się w zakamarkach strychu. Po przeszukaniu, zabrali jego 20 letnią córkę, która wróciła z robót z Niemiec. Po tym incydencie natychmiast opuściliśmy domostwo. Przez lasy, które były nam znane wraz z kolegą przyszliśmy do jego domu do wsi Walne. Ja dalej ostrożnie wracałem do domu gdzie była rodzina. Szedłem bacznie ścieżkami leśnymi. Doszedłem do wsi Wysoki Most na rzece Czarna Hańcza. Tam spodziewałem się patroli sowieckich i UB. Nieopodal od mostu wkradłem się do zagrody rolnika Nowela Stanisława. Po obserwacjach mostu upewniłem się, że droga jest wolna, zasięgnąłem wiadomości od rolnika. Dowiedziałem się, że jeszcze w nocy była ukryta warta na moście wraz z żołnierzami rosyjskimi i polskimi. Rolnik wyszedł sprawdzić pod pozorem pasącego się bydła i sprawdził. Wrócił mówiąc, ze droga wolna. Przeszedłem przez most od razu skręcając nad rzekę i dalej poszedłem w kierunku wsi Krasne. Do domu miałem 8 kilometrów.

Po wieczór zbliżyłem się do wsi. Zauważyłem przed wsią placówkę wojskową okopaną, a we wsi wojsko rosyjskie. Zatrzymano mnie. Zapytano mnie skąd idę. Odpowiedziałem, że z miasta Suwałki z Komisji Wojskowej do domu. Pokazuję to pismo, co dostałem w obławie. Zaprowadzono mnie do wsi do pierwszego rolnika Milewskiego. Właśnie tam mieszkali moi rodzice. W tym domu mieściło się rosyjsko-polskie dowództwo. Rodzice zauważyli mnie z daleka, witając i ciesząc się. Przekazano mnie dla dowództwa, przeglądnięto przepustkę (kartę powołania). Wypytywano z godzinę. No nareszcie usłyszałem po polsku, że w porządku. Zadano mi pytanie, kiedy mam iść do wojska. Odpowiedź: przyjdzie i powiadomienie, kiedy mam się stawić. Niesamowita radość w rodzinie. Jesteś wolny. Co usłyszałem od rodziców i sąsiadów mroziło krew w żyłach. Ze wsi zabrano 6 mężczyzn i przetrzymywano w Gibach. Z nimi był zatrzymany mój ojciec. Wszystkich zwolniono, bo byli to ludzie już po 50-tce, a mój ojciec miał już ponad 60 lat.

Po powrocie z obławy stałem się coraz czujniejszy na czyhające niebezpieczeństwo aresztowania. UB otworzył grupy przeczesujące teren. Dochodzą wiadomości, ze coraz częściej aresztują członków AK. Jeżeli by padło podejrzenie, że masz kontakty przyjacielskie lub udowodnią, że znałeś jakiegoś członka podziemi to mogą cię aresztować. W czasie obławy lipcowej zatrzymano dwóch moich krewnych ze wsi Gorczyca -Franciszka Łebskiego oraz ze wsi Karolin – Piotra Dylnickiego. Został zastrzelony brat cioteczny Czesław Gopczyński z Karolina, który starał się uciec na ziemie zachodnie. Byłem ściśle z nimi związany przez organizację AK. Byliśmy członkami podziemia. Do dzisiaj słuch po nich zaginął.

W naszych okolicach dużo ludzi związanych z AK wstąpiło do MO i UB. To przez nich wiele Polaków zginęło. Krwawym oprawcą, który miał wiele na sumieniu był robotnik leśny ze wsi Pomorze, członek AK z oddziału „Zagłoba” (z okolic Berżniki – Giby). Jeździł na czele patrolu rosyjskiego. Był to patrol konny składający się z 12 ludzi, a na czele tego oddziału na siwej klaczy, jako przewodnik stał mężczyzna o nazwisku K. Dobrze pamiętam, jak przyjechał do wsi Krasne gdzie mieszkałem. Był to mężczyzna 25 – 27 letni o krępej budowie ciała, o owalnej i zaczerwienionej twarzy. AK i WIN chcieli go zlikwidować, lecz nie udało się. Został przeniesiony do UB Suwałk, a później przybywał w oleckim UB.

Gdy wróciłem z robót z Niemiec i z obozów pracy do wsi Krasne, za pośrednictwem moich kuzynów znów rozpocząłem współpracę z podziemiem. W naszych okolicach front przechodził dwa razy. W Puszczy Augustowskiej w 1939 roku dużo wojska rozbroiło się i wrócili do domów. Część koni została ukryta przed Niemcami. W 1945 roku przechodził front niemiecko – rosyjski. Cofające się wojska niemieckie zostawiły dużo broni w lasach. Ludność i podziemie przejęło tę broń. Między innymi i ja zdobyłem 1 karabin ręczny, 1 pistolet maszynowy, 1 ręczny karabin maszynowy oraz 1 karabin maszynowy rosyjski. Sporo amunicji i pięć granatów ręcznych. Pistolet z amunicją przekazałem Łebskiemu Franciszkowi z AK. Pozostałą broń przekazałem dla oddziałów AK. Ręczny karabin maszynowy ukryłem w lesie w skrytce.

Po obławie

Po zakończeniu obławy UB i NKWD w lipcu 1945 roku, funkcjonariusze MO, UB nadal szukali członków podziemia i tych, którzy je wspierali oraz sympatyków. Łebski Franciszek ukrył się przed obławą. Po pewnym czasie na krótko wrócił do domu. Trzy, cztery dni po obławie do jego domu w przebraniu cywilów przyszło dwóch mężczyzn. Pytają jego matki, że chcą porozmawiać z Frankiem. Oświadczyli, ze są jego znajomymi. Matka nie zorientowała się, że to agenci UB i MO i powiedziała, że Franciszek jest w polu i kosi groch. Tych dwoje, ukradkiem przez las podeszli do niego odcinając mu drogę ucieczki. Złapali go. Aresztowali i nawet nie dali spotkać się z rodziną. Był ofiarą dalszych łapanek po obławie. Ja widząc, że i mnie może to spotkać zacząłem być coraz ostrożniejszy. Zacząłem myśleć, że trzeba zmienić miejsce zamieszkania i wyjechać. Wyjechać na ziemię odzyskaną do Prus Wschodnich. Zapadła decyzja. Wyjeżdżamy wszyscy, nie ma się czego trzymać. Zakładać życie gdzie indziej. Bałem się prześladowania lub aresztowania. Przecież nie stawiłem się trzy razy do wojska. Wiedziałem, że mogą się tego dopatrzeć. Najlepsza decyzja to zniknąć ludziom z oczu, wszystko może się zdarzyć. Zrobiłem krótki wywiad wśród tych, co wyjechali. Są chwilowo spokojni w Prusach.

W publikowanym tekście zachowałem język źródła, czyniąc jedynie konieczne poprawki ortograficzne i jedną merytoryczną: autor pisząc po latach posługiwał się uogólniającym zwrotem „AK i WiN”. Pozostawiłem tylko „AK”, gdy opisuje czas przed powołaniem  Zrzeszenia WiN (powstało 2 września 1945 r.).

Zbigniew Kaszlej

 

Izydor Rogalski, według Listy osób zaginionych podczas „Obławy Augustowskiej” Prokuratury OKŚZpNP w Białymstoku, był synem Piotra i Michaliny, urodzonym w 1901 roku. Mieszkał z żoną i dwiema córkami we wsi Sajenek. Miał braci: Wincentego i Romana.
Więcej informacji o sąsiedzie zza miedzy, opowiedział mi mieszkaniec Sajenka Wincenty Rozmysłowicz.
Izydor Rogalski pracował jako gajowy, był żołnierzem Armii Krajowej, posługiwał się pseudonimem „Dzik”. Według W. Rozmysłowicza nie można mieć wątpliwości co do przynależności  Rogalskiego do AK, ponieważ w jego leśnym rewirze, za który odpowiadał, usytuowany był obóz partyzancki. Nie mógł on istnieć bez jego wiedzy i wzajemnego zaufania.
Izydor aresztowany został 15 lipca 1945 r. przez Sowietów w domu, w Sajenku. Przetrzymywany był na Lipowcu w Augustowie. Miał być bardzo mocno bity podczas śledztwa.
W. Rozmysłowicz wspomina także o znalezionej przez Sowietów u Rogalskiego krowie, mającej pochodzić ze stada konwojowanego przez czerwonoarmistów a rozpędzonego przez oddział „Groma” na szosie Augustów – Lipsk.

Zgoła odmienne informacje podaje Alicja Maciejowska w książce „Przerwane życiorysy – Obława Augustowska, lipiec 1945 r.” Powołując się na rozmowę z bratem Izydora – Wincentym napisała, że po wyzwoleniu bracia byli aresztowani, trzymani na UB w Augustowie. Wincenty Rogalski twierdził, że on ani bracia nie byli związani z AK ani żadną inną organizacją. Romanowi Rogalskiemu udało się uciec i w ukryciu przetrwać czas Obławy.
Zadać trzeba sobie pytanie, czy brat Wincenty mógł nic nie wiedzieć o konspiracyjnej pracy Izydora? Może nie powiedział całej prawdy Alicji Maciejowskiej. Sam zresztą był oskarżany o współpracę z Niemcami (był sołtysem) i przewieziony do więzienia w Białymstoku. Do domu wrócił na Boże Narodzenie 1945 r, kiedy po Izydorze już śladu nie było.

A może ktoś z czytelników potrafi uzupełnić lub zweryfikować powyższe dane dotyczące Ofiar Obławy Augustowskiej, w tym Izydora Rogalskiego? Może dysponuje ktoś jego zdjęciem? Będę wdzięczny za kontakt.
Zbigniew Kaszlej

 

 

12.01.2018 r. na promocji najnowszej książki dwojga historyków: T. Radziwonowicza i B. Bojaryn – Kazberuk gościliśmy rodziny Ofiar lipcowej obławy 1945 r. i wiele osób zainteresowanych tym tematem. Zorganizowaliśmy spotkanie wielopokoleniowe, bo ważne jest, by przekazywać wiedzę i pałeczkę pamięci o Polakach zamordowanych przez sowietów w lipcu 1945 r.
Tadeusz Radziwonowicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Suwałkach, mówił o Obławie Augustowskiej wieloaspektowo i niezmiernie ciekawie.
Dziękujemy utalentowanym uczniom II LO za oprawę artystyczną spotkania.
Wielu uczestników wyszło z podpisaną przez autora książką – wypada życzyć, by jej lektura przedłużyła klimat wspólnej troski o wyjaśnienie tej sowieckiej zbrodni.
Mamy dobrą wiadomość dla osób, którym książek nie wystarczyło i dla wszystkich zainteresowanych publikacją opartą na dokumentach 50. Armii 3 Frontu Białoruskiego ZSRS i na zasobie Archiwum Państwowego w Suwałkach. Książka dostępna jest pod tym adresem:
T. Radziwonowicz, B. Bojaryn – Kazberuk, Obława Augustowska 1945 okoliczności i ofiary w źródłach archiwalnych

Organizatorzy: Klub Historyczny im. Armii Krajowej w Augustowie, Archiwum Państwowe w Suwałkach, II LO w Augustowie im. Polonii i Polaków na Świecie