Modlitwa, prawda, pamięć, doprowadzenie do pochówku zamordowanych przez sowietów w lipcu 1945 r. – to nasz narodowy obowiązek wobec Ofiar Obławy Augustowskiej. Wciąż nie wiemy, gdzie są ich doły śmierci. Nie znamy też pełnej listy ofiar.
12 lipca br. w augustowskiej bazylice „zawołaliśmy Ich po imieniu”, jak nakazywał Zbigniew Herbert. Bo masowa zbrodnia ma indywidualne twarze.
W imieniu organizatorów dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w augustowskie uroczystości.

"Przywróćmy Im imiona i twarze" - II publiczne odczytywanie imion i nazwisk Ofiar Obławy Augustowskiej

„Przywróćmy Im imiona i twarze” – II publiczne odczytywanie imion i nazwisk Ofiar Obławy Augustowskiej

Dziękujemy mediom za relacjonowanie augustowskich obchodów – razem budujemy pamięć.
Relacja w Obiektywie TVP3
Relacja w ogólnopolskich „Wiadomościach” (od minuty: 21.55 )


Fotoreportaż Piotra Kierkli ze złożenia kwiatów pod augustowską siedzibą Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie w lipcu 1945 r. więziono zatrzymanych w Obławie Augustowskiej:

Po mszy św., sprawowanej w intencji Ofiar Obławy Augustowskiej i ich rodzin przez ks. Wojciecha Jabłońskiego, odbyło się II publiczne odczytanie nazwisk porwanych przez sowietów i zamordowanych mieszkańców naszego regionu oraz koncert wiolonczelowy „Historia Polski muzyką opowiedziana”
Fotoreportaż Marty Smolińskiej:

W imieniu organizatorów
Danuta Kaszlej

 

 

Plakat Obława 12.07. 2018 r. jpg

Serdecznie zapraszamy 12 lipca 2018 r. (czwartek) na godz. 18.00 do Bazyliki Mniejszej Najświętszego Serca Jezusowego w Augustowie na mszę świętą  w intencji Ofiar Obławy Augustowskiej i Ich Rodzin.

Po zakończeniu mszy św., przed godz. 19.00, zachęcamy do udziału w II publicznym odczytaniu nazwisk naszych przodków, zamordowanych przez Sowietów w lipcu 1945 r.: „Przywróćmy Im imiona i twarze”.
Ta idea „zawołania każdego po imieniu” zgromadziła rok temu w centrum naszego miasta, na Rynku Zygmunta Augusta, bardzo wielu mieszkańców Augustowa i regionu oraz turystów. Imiona i nazwiska Ofiar Obławy Augustowskiej odczytywali wtedy członkowie ich rodzin, osoby z pokolenia jeszcze pamiętającego dramatyczny lipiec 1945 r., w tym AK-owcy i również ludzie młodzi, dzieci – bo pamięć trzeba przenieść na następne pokolenia. Na nie spada obowiązek wyjaśnienia zbrodni sprzed 73 lat.

12 lipca, w rocznicę rozpoczęcia pacyfikacji, powtórzmy ten nasz augustowski, oddolny „apel pomordowanych”. W Bazylice Mniejszej NSJ każdy będzie mógł podejść do mikrofonu i odczytać nazwiska ofiar największej zbrodni na Polakach po II wojnie światowej.

Po zakończeniu apelu pamięci wystąpi ponad 60 uczestników VI Warsztatów Wiolonczelowych, którzy – wraz ze swoimi profesorami – przygotowali i wykonają koncert „Historia Polski muzyką opowiedziana – na orkiestrę wiolonczelową”

Jak co roku, w trzecią niedzielę lipca, odbędą się również obchody rocznicy Obławy Augustowskiej w Gibach. 15 lipca br. o godz. 12.00 odprawiona zostanie uroczysta msza święta w kościele pw. św. Anny. O godz. 13.30 przewidziany jest przemarsz na Górę Krzyży, gdzie nastąpi oddanie hołdu Ofiarom Obławy Augustowskiej „w słowie, zniczach i pieśni”. Organizatorzy gibiańskich obchodów proszą, by w tym roku nie kwiaty, a znicze były wyrazem naszej pamięci.
Starosta Augustowski zapewnia autokar, którym kombatanci, poczty sztandarowe szkół oraz zainteresowane osoby mogą dojechać na uroczystości do Gib. Odjazd autokaru 15 lipca 2018 r. o godz. 10.45 z dworca PKS w Augustowie.

Oddajmy wspólnie hołd Ofiarom Obławy Augustowskiej i nie ustawajmy w wołaniu o jej wyjaśnienie.

2 lipca 2018 | Zbigniew Kaszlej
Pomnik Ofiar Obławy Augustowskiej w Suwałkach
 

WP_20180617_13_18_22_ProW niedzielę 17 czerwca 2018 r. uczestniczyliśmy w uroczystości odsłonięciu pomnika powstałego w Suwałkach w hołdzie ofiarom Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku. Monument ustawiony jest na rondzie u zbiegu ulic Armii Krajowej i Mikołaja Reja i przedstawia złożone do modlitwy dłonie, oplecione drutem kolczastym, wznoszące znak Polski Walczącej.

Uroczystości rozpoczęła msza święta w kościele pw. Bożego Ciała, której przewodniczył arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź. We mszy świętej i uroczystym odsłonięciu pomnika licznie uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, kompanie reprezentacyjne służb mundurowych i wojska, poczty sztandarowe szkół i mieszkańcy Suwalszczyzny.

Inicjatorem budowy pomnika był Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 roku.

fot. Zbigniew Kaszlej

 

logo Obława Augustowska autor Michał Kaszlej

W drugim tomie Augustowskich Pamiętników zamieściliśmy bardzo ciekawe wspomnienia Stanisława Szypera, Moja rodzinna wieś w latach 1935 – 1948.
http://akklub.pl/publikacje/augustowskiepamietniki/augustowskie-pamietniki-ii/stanislaw-szyper-moja-rodzinna-wies-w-latach-1935-%E2%80%93-1948-wspomnienia/

Biogram autora:
http://akklub.pl/publikacje/augustowskiepamietniki/augustowskie-pamietniki-ii/stanislaw-szyper/

Pan Stanisław, mieszkaniec wsi Jastrzębna, był zatrzymany jak większość mężczyzn wsi, przez Sowietów w Obławie Augustowskiej i – szczęśliwie dla nas – zwolniony. Poniżej prezentujemy mówiący o tym fragment wspomnień Stanisława Szypera „Rys autobiograficzny”, wydany w formie maszynopisu w Lipsku w 1985 roku.

Stanisław Szyper

„W maju 1945 roku zakończyła się wojna. Z zachodu zaczęły wracać wojska sowieckie. Pociągi woziły jakiś sprzęt, jechały też transporty wojskowe. Szosą pędzono czarno-białe bydło całymi stadami. Mówiono, że gonią je do Związku Radzieckiego. W lipcu tegoż roku wracające oddziały radzieckich wojsk wkroczyły do naszej wsi. W niedzielne popołudnie zebrano wszystkich mężczyzn na podwórku u Toczków, w celu, jak mówiono, kontroli. Myśleliśmy, ze kontrola odbędzie się szybko, jednakże stało się inaczej. Nazajutrz przeszliśmy pod konwojem do stodoły Pietrzeńców, gdzie trzymano nas około tygodnia. Jedzenie przynosiły nam nasze matki i siostry. Po tygodniu pomaszerowaliśmy do Jasionowa za Krasnymborem i tam w stodole u jakiegoś gospodarza trzymano nas jeszcze tydzień. Po tym czasie zaczęto niektórych zwalniać. Mnie również zwolniono.

Ojciec zwolniony został jeszcze w Jastrzębnej I. Brat natomiast został przewieziony do Sztabina, razem z kilkoma innymi, między nimi Granackim Czesławem z Jastrzębnej i moim stryjkiem z Krasnegoboru Józefem Szyperem. Ze Sztabina brata zwolniono, ale stryjka zabrano. Nie wrócił też z naszej wsi Granacki Czesław. Słuch o nich zaginął. Co się z nimi stało nie wiadomo”.
Na zdjęciu dom Szyców w Sztabinie – miejsce przesłuchiwań i przetrzymywania Ofiar obławy Augustowskiej.
Dom Szyców

Zbigniew Kaszlej

 

Dziesiąty odcinek budowania wiedzy o Obławie Augustowskiej przez źródłowy przekaz o losach konkretnych ludzi, miejsc, zdarzeń z lipca 1945 r., poświęcam mieszkańcom wsi Kopiec (obecnie gmina Sztabin w powiecie augustowskim).

Tekst odtwarza przebieg pacyfikacji tej wsi z „okruchów” wiedzy pozbieranych z wszystkich dostępnych źródeł. Wykorzystałem publikacje, ale opieram się przede wszystkim na zasobie źródłowym, który jest wynikiem własnych badań prowadzonych od lat wraz z Danutą Kaszlej.
Po rozłożonej na rok pracy nad weryfikacją relacji i dokumentów – w tym 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego, po kolejnych wizjach lokalnych w przywoływanych miejscach, przedstawiam ustalenia dotyczące wydarzeń z lipca 1945 r. we wsi Kopiec.
Jak w każdym odcinku „Okruchów Obławy Augustowskiej” liczę na ich uzupełnienie bądź weryfikację przez czytelników.

Według jednej z relacji, przywołanej przez Alicję Maciejowską w książce „Przerwane życiorysy – Obława Augustowska, lipiec 1945 r., Białystok 2010 (dalej cyt.: Alicja Maciejowska), Sowieci pojawili się w Kopcu 8 lipca 1945 r. Do wsi zajechały wtedy samochody pełne żołnierzy Armii Czerwonej.
Oficerowie zakwaterowali się w domu Duchińskich. Bracia Jan i Eugeniusz „odstąpili” swoje łóżka kwaterującym oficerom i sypiali „na chlewie”.
Zatrzymania rozpoczęły się 12 lipca i trwały w dniach następnych.  Raporty 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego dokumentują, że zatrzymań dokonywali żołnierze 208 dywizji strzeleckiej wchodzącej w skład 124 korpusu strzeleckiego 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego. ZOBACZ CAŁY ARTYKUŁ

 

Prezentuję fragment wspomnień Józefa Kunickiego, ur. 4.04.1925 r. w Walnem, zmarłego 11.12.2012 r. w Olecku. Opisuje on przeżycia podczas Obławy Augustowskiej. Za udostępnienie wspomnień ojca dziękuję Józefowi Kunickiemu z Olecka.

KunickiJózef Kunicki (1925 – 2012)

Po powrocie do rodziny

Mieszkam już dwa tygodnie w rodzinie. Zaczynamy sobie zadawać pytania, co dalej. Panuje głód. Nie ma paszy dla źrebaka i krowy. Ludzie wyjeżdżają do Prus Wschodnich szukać żywności i paszy. Niemiecka ludność uciekła w głąb Niemiec przed Rosjanami. W pasie graniczącym z Polską w tych gospodarstwach można znaleźć paszę dla bydła. Ojciec z kuzynem Pietkiewiczem zamienia źrebaka na 2,5 roczną klacz. Dokłada do niego pozłacany zegarek, który ocalał w rodzinie. No trzeba wybierać się na szukanie żywności. Wybieramy się, a jest to początek marca i leży śnieg.

Wyjeżdżam z ojcem. Zaprzęgam konie w sanie. Bierzemy sobie i dla koni paszę i jedziemy do Prus Wschodnich. Przy pasie granicznym w głąb 10 km znajdujemy w gospodarstwie siano, ziemniaki i zboże niemłócone. Młócimy zboże, około 200 kilogramów. Radość. Jest siano, ziemniaki i chleb. Ładujemy i jedziemy z powrotem. Trwało to 5 dni. Takich wyjazdów zrobiliśmy ze trzy razy.

Wojna toczy się gdzieś na zachodzie. Jest to w przybliżeniu 25 marca. Dostaję powołanie do wojska Polski Ludowej. Postanawiam nie stawić się. Zmieniam miejsce zamieszkania. Nikt mnie nie poszukuje. Przychodzi w kwietniu drugie powołanie. Również się nie stawiam. Ci co się zgłosili byli wysyłani, po krótkim przeszkoleniu na front.

Przychodzi wiosna. Ja z ojcem staram się zagospodarować ziemię, coś zaorać i posadzić. Ludność, których gospodarstwo zostało spalone wyjeżdża i osiedla się w Prusach Wschodnich.

Obława lipcowa

Powołanie do wojska otrzymuję po raz trzeci 17 lipca. Mam stawić się do Suwałk na Komisję Wojskową. Trudno, trzeba się zgłosić. Wojna skończona, więc nie jest tak źle. Raniutko 17 lipca 1945 roku wychodzę do Suwałk na pobór do wojska. Jest oddalone o około 30 kilometrów. Postanawiam jechać rowerem. Zabieram podstawowe rzeczy, bo mogę nie wrócić. Dojeżdżam pod Suwałki, zostawiam rower u znajomych i idę pieszo. Za wsią Leszczewek, jakieś 7 km od Suwałk, spotykam dużą grupę żołnierzy rosyjskich. Zatrzymują mnie i sprawdzają dokumenty. Pokazuję im kartę powołania do wojska. Nie zwracają uwagi na żadne wyjaśnienia. Zabierają mnie i pędzą do jednego przy drodze zabudowania. W tym zabudowaniu na podwórzu jest już spora grupa mężczyzn od 17 do 60 lat. I mnie przyłączają do niej. Tych ludzi i mnie pilnuje kilku rosyjskich żołnierzy. Po południu przyjeżdża samochód ciężarowy. Wpędzają do środka krzycząc: „Prędzej, prędzej!” oraz brutalnie popychają. Wiozą w kierunku Suwałk. Przejeżdżają przez Suwałki i wiozą dalej. Jesteśmy wystraszeni, nie wiemy gdzie nas wiozą. Dowożą nas do Papiernia-Dubowo. Do tego obozu, który zrobili Niemcy, a ja już w tym obozie siedziałem. No myślę po nas. Trzymają nas do rana. Okazuje się, że przez dzień i wieczór spędzono lub przywieziono dużą ilość mężczyzn. Szacuję, że ok. 100 osób. Sowieccy żołnierze uzbrojeni po zęby bardzo nas pilnują. Od czasu do czasu słychać jakieś strzały. Prawdopodobnie, by nas zastraszyć przed ucieczką. Dowiaduję się od ludzi zatrzymanych, że jest to duża obława na ludzi związanych z podziemiem AK. Słynna obława Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD sowieckiego, którą później nazwano Lipcową Czystką.

Wczesnym rankiem ustawiono wszystkich zatrzymanych po dwie osoby w pary. Po bokach szeregu z obydwu stron ustawili się żołnierze rosyjscy z bronią gotową do strzału. Została stworzona kolumna składająca się w przybliżeniu z ok. 150 cywilów, no i żołnierzy sowieckich jakieś 50 osób. Wypędzono z obozu na szosę Suwałki Augustów. Ruszyliśmy w kierunku Augustowa. Przed ruszeniem w drogę, poinformowano nas, że jeśli ktoś spróbuje uciec, to zostanie zastrzelony. Gdy ruszyliśmy, dla sterroryzowania oddano kilka strzałów w górę. Szliśmy jakieś 4 km. Nagle kolumna skręciła w kierunku Płocicznego. Zapędzono nas do osiedla robotniczego Płociczno. Tak spotkaliśmy grupę już zatrzymanych mężczyzn. Był to plac w środku osiedla. Otoczono nas kordonem wojska rosyjskiego oraz żołnierzy w mundurach Wojska Polskiego oraz Policji polskiej UB. W jednym z mieszkań znajdował się sztab wojska rosyjskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Budynek był otoczony przez Rosjan.

Przesłuchanie

Do budynku, gdzie znajdował się sztab brano po jednej osobie i dokładnie przesłuchiwano. „Skąd jesteś, gdzie mieszkasz, czy służyłeś w wojsku, gdzie pracowałeś za okupacji, czy brałeś udział w jakiejś organizacji przed wojną, czy obecnie należysz do jakiejś organizacji, skąd wziąłeś się w tym obozie?” Pytano również o członków rodziny, co robią i z czego się utrzymują. Pytania zadawali brutalnie, a w pewnych momentach podchwytliwie. Nawet przerywano krzycząc: „Kłamiesz!”

Po wprowadzeniu mnie do środka przeprowadzono to przesłuchanie tą metodą. Była to przesłuchująca grupa (Komisja tak zwana „Rosyjska”). Na środku stołu stał dobrze zbudowany Rosjanin w szarży kapitana. Miał surowy wygląd, typ Gruzina, barczysty z medalami. Przed nim leżała książka, w której coś wyszukiwał, jak podawałem personalia. Po obu stronach stołu, po jednej i drugiej stronie siedziały po dwie osoby. Było ich pięcioro. To, co mówiłem notowali. Po drugiej stronie pokoju, przy stole siedziała Komisja Polska w mundurach Wojska Polskiego i polskiej U.B. Przed nimi również leżała książka, lecz w języku polskim. Widziałem wpisy w tej książce. Nazwiska, imiona oraz miejscowości. Gdy powiedziałem swoje nazwisko oraz podałem im kartę powołania do wojska szukano mojego nazwiska, lecz nie znaleziono. Jeden z członków przesłuchujących mówi do pozostałych: „On nie z naszego okręgu, to okręg Augustów-Sejny. Tu go nie mamy.” Serce mi załomotało. To są nasi wyzwoliciele!? Rzuciłem okiem na tę listę. Była pisana w języku polskim. Jeden z członków Komisji Polskiej zwrócił się do Rosjan w języku rosyjskim. Coś tam rozmawiali przez dłuższy czas. Wzięto ode mnie kartę powołania do wojska. Wpisano kilka słów po rosyjsku, oraz polsku. Napis brzmiał: „Jest wolny, ale musi stawić się jutro do wojska do Suwałk”.

Wypuszczono mnie. Wyszedłem na plac strzeżony przez Rosjan. Przed wyjściem stali wartownicy. Wzięli ode mnie tę kartę powołania, przeczytali i powiedzieli, że należy iść do wojska. Wraz ze mną wypuszczono z mojej wsi kolegę Sobolewskiego Mieczysława. Co stało się z pozostałymi? Część zwolniono, a pewna część ludzi do dzisiaj nie powróciła.

Po wypuszczeniu mnie, wyszedłem w kierunku tartaku Płociczne. Zbliżał się wieczór. Należało gdzieś przenocować. Dalsza podróż nocą, to pewna śmierć lub wpadka. Z kolegą dotarliśmy do Płociczna. Ja znałem tam gajowego. Nazywał się Węderlich. Zaszliśmy do niego prosząc o przyjęcie na noc. Zgodził się, pomimo, że to były ogromnie niebezpieczne czasy prześladowań. Opowiedziałem mu wszystko o tym obozie i o moim przejściu. Postanowiłem nie stawiać się do wojska, tylko wracać do domu. Pozostawiony rower w Leszczewku odbiorę innym razem. Uważałem to rozwiązanie za bezpieczniejsze. Po przenocowaniu u niego na strychu magazynku i rano po śniadaniu, gdy już mieliśmy z kolegą odchodzić, naraz zajechała bryczka z 4 rosyjskimi żołnierzami. My skryliśmy się w zakamarkach strychu. Po przeszukaniu, zabrali jego 20 letnią córkę, która wróciła z robót z Niemiec. Po tym incydencie natychmiast opuściliśmy domostwo. Przez lasy, które były nam znane wraz z kolegą przyszliśmy do jego domu do wsi Walne. Ja dalej ostrożnie wracałem do domu gdzie była rodzina. Szedłem bacznie ścieżkami leśnymi. Doszedłem do wsi Wysoki Most na rzece Czarna Hańcza. Tam spodziewałem się patroli sowieckich i UB. Nieopodal od mostu wkradłem się do zagrody rolnika Nowela Stanisława. Po obserwacjach mostu upewniłem się, że droga jest wolna, zasięgnąłem wiadomości od rolnika. Dowiedziałem się, że jeszcze w nocy była ukryta warta na moście wraz z żołnierzami rosyjskimi i polskimi. Rolnik wyszedł sprawdzić pod pozorem pasącego się bydła i sprawdził. Wrócił mówiąc, ze droga wolna. Przeszedłem przez most od razu skręcając nad rzekę i dalej poszedłem w kierunku wsi Krasne. Do domu miałem 8 kilometrów.

Po wieczór zbliżyłem się do wsi. Zauważyłem przed wsią placówkę wojskową okopaną, a we wsi wojsko rosyjskie. Zatrzymano mnie. Zapytano mnie skąd idę. Odpowiedziałem, że z miasta Suwałki z Komisji Wojskowej do domu. Pokazuję to pismo, co dostałem w obławie. Zaprowadzono mnie do wsi do pierwszego rolnika Milewskiego. Właśnie tam mieszkali moi rodzice. W tym domu mieściło się rosyjsko-polskie dowództwo. Rodzice zauważyli mnie z daleka, witając i ciesząc się. Przekazano mnie dla dowództwa, przeglądnięto przepustkę (kartę powołania). Wypytywano z godzinę. No nareszcie usłyszałem po polsku, że w porządku. Zadano mi pytanie, kiedy mam iść do wojska. Odpowiedź: przyjdzie i powiadomienie, kiedy mam się stawić. Niesamowita radość w rodzinie. Jesteś wolny. Co usłyszałem od rodziców i sąsiadów mroziło krew w żyłach. Ze wsi zabrano 6 mężczyzn i przetrzymywano w Gibach. Z nimi był zatrzymany mój ojciec. Wszystkich zwolniono, bo byli to ludzie już po 50-tce, a mój ojciec miał już ponad 60 lat.

Po powrocie z obławy stałem się coraz czujniejszy na czyhające niebezpieczeństwo aresztowania. UB otworzył grupy przeczesujące teren. Dochodzą wiadomości, ze coraz częściej aresztują członków AK. Jeżeli by padło podejrzenie, że masz kontakty przyjacielskie lub udowodnią, że znałeś jakiegoś członka podziemi to mogą cię aresztować. W czasie obławy lipcowej zatrzymano dwóch moich krewnych ze wsi Gorczyca -Franciszka Łebskiego oraz ze wsi Karolin – Piotra Dylnickiego. Został zastrzelony brat cioteczny Czesław Gopczyński z Karolina, który starał się uciec na ziemie zachodnie. Byłem ściśle z nimi związany przez organizację AK. Byliśmy członkami podziemia. Do dzisiaj słuch po nich zaginął.

W naszych okolicach dużo ludzi związanych z AK wstąpiło do MO i UB. To przez nich wiele Polaków zginęło. Krwawym oprawcą, który miał wiele na sumieniu był robotnik leśny ze wsi Pomorze, członek AK z oddziału „Zagłoba” (z okolic Berżniki – Giby). Jeździł na czele patrolu rosyjskiego. Był to patrol konny składający się z 12 ludzi, a na czele tego oddziału na siwej klaczy, jako przewodnik stał mężczyzna o nazwisku K. Dobrze pamiętam, jak przyjechał do wsi Krasne gdzie mieszkałem. Był to mężczyzna 25 – 27 letni o krępej budowie ciała, o owalnej i zaczerwienionej twarzy. AK i WIN chcieli go zlikwidować, lecz nie udało się. Został przeniesiony do UB Suwałk, a później przybywał w oleckim UB.

Gdy wróciłem z robót z Niemiec i z obozów pracy do wsi Krasne, za pośrednictwem moich kuzynów znów rozpocząłem współpracę z podziemiem. W naszych okolicach front przechodził dwa razy. W Puszczy Augustowskiej w 1939 roku dużo wojska rozbroiło się i wrócili do domów. Część koni została ukryta przed Niemcami. W 1945 roku przechodził front niemiecko – rosyjski. Cofające się wojska niemieckie zostawiły dużo broni w lasach. Ludność i podziemie przejęło tę broń. Między innymi i ja zdobyłem 1 karabin ręczny, 1 pistolet maszynowy, 1 ręczny karabin maszynowy oraz 1 karabin maszynowy rosyjski. Sporo amunicji i pięć granatów ręcznych. Pistolet z amunicją przekazałem Łebskiemu Franciszkowi z AK. Pozostałą broń przekazałem dla oddziałów AK. Ręczny karabin maszynowy ukryłem w lesie w skrytce.

Po obławie

Po zakończeniu obławy UB i NKWD w lipcu 1945 roku, funkcjonariusze MO, UB nadal szukali członków podziemia i tych, którzy je wspierali oraz sympatyków. Łebski Franciszek ukrył się przed obławą. Po pewnym czasie na krótko wrócił do domu. Trzy, cztery dni po obławie do jego domu w przebraniu cywilów przyszło dwóch mężczyzn. Pytają jego matki, że chcą porozmawiać z Frankiem. Oświadczyli, ze są jego znajomymi. Matka nie zorientowała się, że to agenci UB i MO i powiedziała, że Franciszek jest w polu i kosi groch. Tych dwoje, ukradkiem przez las podeszli do niego odcinając mu drogę ucieczki. Złapali go. Aresztowali i nawet nie dali spotkać się z rodziną. Był ofiarą dalszych łapanek po obławie. Ja widząc, że i mnie może to spotkać zacząłem być coraz ostrożniejszy. Zacząłem myśleć, że trzeba zmienić miejsce zamieszkania i wyjechać. Wyjechać na ziemię odzyskaną do Prus Wschodnich. Zapadła decyzja. Wyjeżdżamy wszyscy, nie ma się czego trzymać. Zakładać życie gdzie indziej. Bałem się prześladowania lub aresztowania. Przecież nie stawiłem się trzy razy do wojska. Wiedziałem, że mogą się tego dopatrzeć. Najlepsza decyzja to zniknąć ludziom z oczu, wszystko może się zdarzyć. Zrobiłem krótki wywiad wśród tych, co wyjechali. Są chwilowo spokojni w Prusach.

W publikowanym tekście zachowałem język źródła, czyniąc jedynie konieczne poprawki ortograficzne i jedną merytoryczną: autor pisząc po latach posługiwał się uogólniającym zwrotem „AK i WiN”. Pozostawiłem tylko „AK”, gdy opisuje czas przed powołaniem  Zrzeszenia WiN (powstało 2 września 1945 r.).

Zbigniew Kaszlej

 

Izydor Rogalski, według Listy osób zaginionych podczas „Obławy Augustowskiej” Prokuratury OKŚZpNP w Białymstoku, był synem Piotra i Michaliny, urodzonym w 1901 roku. Mieszkał z żoną i dwiema córkami we wsi Sajenek. Miał braci: Wincentego i Romana.
Więcej informacji o sąsiedzie zza miedzy, opowiedział mi mieszkaniec Sajenka Wincenty Rozmysłowicz.
Izydor Rogalski pracował jako gajowy, był żołnierzem Armii Krajowej, posługiwał się pseudonimem „Dzik”. Według W. Rozmysłowicza nie można mieć wątpliwości co do przynależności  Rogalskiego do AK, ponieważ w jego leśnym rewirze, za który odpowiadał, usytuowany był obóz partyzancki. Nie mógł on istnieć bez jego wiedzy i wzajemnego zaufania.
Izydor aresztowany został 15 lipca 1945 r. przez Sowietów w domu, w Sajenku. Przetrzymywany był na Lipowcu w Augustowie. Miał być bardzo mocno bity podczas śledztwa.
W. Rozmysłowicz wspomina także o znalezionej przez Sowietów u Rogalskiego krowie, mającej pochodzić ze stada konwojowanego przez czerwonoarmistów a rozpędzonego przez oddział „Groma” na szosie Augustów – Lipsk.

Zgoła odmienne informacje podaje Alicja Maciejowska w książce „Przerwane życiorysy – Obława Augustowska, lipiec 1945 r.” Powołując się na rozmowę z bratem Izydora – Wincentym napisała, że po wyzwoleniu bracia byli aresztowani, trzymani na UB w Augustowie. Wincenty Rogalski twierdził, że on ani bracia nie byli związani z AK ani żadną inną organizacją. Romanowi Rogalskiemu udało się uciec i w ukryciu przetrwać czas Obławy.
Zadać trzeba sobie pytanie, czy brat Wincenty mógł nic nie wiedzieć o konspiracyjnej pracy Izydora? Może nie powiedział całej prawdy Alicji Maciejowskiej. Sam zresztą był oskarżany o współpracę z Niemcami (był sołtysem) i przewieziony do więzienia w Białymstoku. Do domu wrócił na Boże Narodzenie 1945 r, kiedy po Izydorze już śladu nie było.

A może ktoś z czytelników potrafi uzupełnić lub zweryfikować powyższe dane dotyczące Ofiar Obławy Augustowskiej, w tym Izydora Rogalskiego? Może dysponuje ktoś jego zdjęciem? Będę wdzięczny za kontakt.
Zbigniew Kaszlej

 

 

12.01.2018 r. na promocji najnowszej książki dwojga historyków: T. Radziwonowicza i B. Bojaryn – Kazberuk gościliśmy rodziny Ofiar lipcowej obławy 1945 r. i wiele osób zainteresowanych tym tematem. Zorganizowaliśmy spotkanie wielopokoleniowe, bo ważne jest, by przekazywać wiedzę i pałeczkę pamięci o Polakach zamordowanych przez sowietów w lipcu 1945 r.
Tadeusz Radziwonowicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Suwałkach, mówił o Obławie Augustowskiej wieloaspektowo i niezmiernie ciekawie.
Dziękujemy utalentowanym uczniom II LO za oprawę artystyczną spotkania.
Wielu uczestników wyszło z podpisaną przez autora książką – wypada życzyć, by jej lektura przedłużyła klimat wspólnej troski o wyjaśnienie tej sowieckiej zbrodni.
Mamy dobrą wiadomość dla osób, którym książek nie wystarczyło i dla wszystkich zainteresowanych publikacją opartą na dokumentach 50. Armii 3 Frontu Białoruskiego ZSRS i na zasobie Archiwum Państwowego w Suwałkach. Książka dostępna jest pod tym adresem:
T. Radziwonowicz, B. Bojaryn – Kazberuk, Obława Augustowska 1945 okoliczności i ofiary w źródłach archiwalnych

Organizatorzy: Klub Historyczny im. Armii Krajowej w Augustowie, Archiwum Państwowe w Suwałkach, II LO w Augustowie im. Polonii i Polaków na Świecie

 

W Archiwum Państwowym w Suwałkach 5 grudnia 2017 r. miała miejsce promocja książki „Obława augustowska 1945 okoliczności i ofiary w dokumentach archiwalnych” autorstwa Tadeusza Radziwonowicza i Barbary Bojaryn-Kazberuk. Jej wydawcą jest Archiwum Państwowe w Suwałkach; ukazała się dzięki wsparciu finansowemu Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych a także Dyrektora Instytutu Pamięci Narodowej Oddziału w Białymstoku.
Walorem opracowania jest prezentacja archiwalnych dokumentów z suwalskiego archiwum, które mówią o Obławie Augustowskiej oraz fakt, że przebieg pacyfikacji zrelacjonowany został w oparciu o dokumenty 50. Armii III Frontu Białoruskiego.

Dobrą wiadomością dla zainteresowanych jest to, że książka Tadeusza Radziwonowicza i Barbary Bojaryn – Kazberuk jest do pobrania w formie elektronicznej na stronie internetowej Archiwum Państwowego w Suwałkach:

http://www.suwalki.ap.gov.pl/download/Oblawa%20augustowska%201945.%20Okolicznosci%20i%20ofiary%20w%20dokumentach%20archiwalnych.pdf

fot. Grzegorz Łapszys

Więcej o promocji książki:
http://www.suwalki.ap.gov.pl/art,50,promocja-ksiazki-oblawa-augustowska-1945-okolicznosci-i-ofiary-w-dokumentach-archiwalnych

3 grudnia 2017 | Zbigniew Kaszlej
Okruchy Obławy Augustowskiej (6) – Skieblewo
 

Położona w Puszczy Augustowskiej wieś Skieblewo, podobnie jak inne puszczańskie wsie, przeszła w lipcu 1945 r. gehennę Obławy Augustowskiej.
Wieś okrążono, wszyscy mężczyźni zostali zatrzymani przez Sowietów. Początkowo przetrzymywano ich w stodole Krzywickiego na koloniach w Starożyńcach, ze Starożyńc 105 osób przegnano do Skieblewa do stodoły Czesława Myśliwskiego.

W 2010 r. Klub Historyczny im. Armii Krajowej zaprosił nauczycieli i młodzież do realizacji projektu, opracowanego przez Danutę i Zbigniewa Kaszlejów, „Obława Augustowska – lipiec 1945. Gdy nie ma grobów ocalmy pamięć…”. W ramach tego projektu Dorota Burakiewicz uczennica Gimnazjum w Lipsku przekazała relację Jana Myśliwskiego (wtedy 79 lat), syna Czesława oraz dołączyła 6 fotografii stodoły i świronka. Praca powstała pod opieką Krystyny Żabickiej.
Oto fragment relacji i dokumentacja zdjęciowa:
Stąd nikt nie zginął, wszyscy zostali zwolnieni. Byli tu ludzie ze Starożyńc, z Lipska. Przetrzymywali byli u nas w stodole, w świronku. Aresztowali Rosjanie, dowódcą był kapitan Sinusik. Jak ich wszystkich złapali, to zapędzili do Starożyńc. Potem się z powrotem cofnęli się do Skieblewa, do naszej stodoły wszystkich zagnali. Tam tylko ich zapędzili, trzymali przez noc i powrotem wrócili wszyscy. Zatrzymani byli przetrzymywani przez okres około miesiąca. W tej stodole było około setki ludzi. Przesłuchiwali Rosjanie, nie było tłumaczy, wszyscy rozumieli rosyjską mowę. Rodziny miały dostęp, dostarczały jedzenie. Nosiły żony dla mężów, przynosiły też dzieci.
ZOBACZ CAŁY ARTYKUŁ