Tekst wystąpienia wygłoszonego przez Zbigniewa Kaszleja podczas uroczystości poświęcenia krzyża – pierwszego upamiętnienia na miejscu potyczki nad jeziorem Brożane. Uroczystość współorganizował Klub Historyczny im. Armii Krajowej w Augustowie, Stowarzyszenie „Leśni” i Parafia w Mikaszówce.
Brożane, 14 czerwca 2014 r.

Stoimy przed dziewięciometrowym, dębowym krzyżem.

Należy się Państwu wyjaśnienie, dlaczego ten okazały krzyż Stowarzyszenie „Leśni”  postawiło w tym miejscu nad jeziorem Brożane, należą się także wyjaśnienia kogo upamiętnia.

Tabliczka na krzyżu informuje, że dedykowany jest on żołnierzom augustowskiego i suwalskiego obwodu Armii Krajowej i jej kontynuacji – Armii Krajowej Obywateli z oddziałów sierż. Władysława Stefanowskiego ps. „Grom”  i ppor. Józefa Sulżyńskiego ps. „Brzoza”, którzy 12 lipca 1945 r. w czasie Obławy Augustowskiej podjęli walkę nad jeziorem Brożane z przeważającymi siłami sowieckimi.
Zamocowaliśmy tu dwa zdjęcia Władysława Stefanowskiego „Groma”. Dziękuję państwu Rewińskim – rodzinie „Groma” za ich udostępnienie.

Kilka słów o tym, co się tutaj działo …

W czasie II wojny światowej obszar Puszczy Augustowskiej był schronieniem dla żołnierzy Armii Krajowej, tworzyły się tu oddziały partyzanckie. Nieopodal swój bunkier miał oddział Witolda Pieleckiego ps. „Żwirko”.

Z chwilą wejścia na te tereny wojsk sowieckich, zmienił się okupant, ale nadal istniały oddziały partyzanckie. Zmieniła się nazwa  – rozwiązaną w styczniu 1945 r. Armię Krajową zastąpiła Armia Krajowa Obywateli, częściowo zmienili się także ludzie – w miejsce rozbitych jesienią 1944 r. wyniszczonych aresztowaniami i wywózkami w głąb Związku Sowieckiego oddziałów Albina Drzewickiego „Konwy”, Wacława Luto „Orlego Szpona” i innych, wiosną 1945 r. powstały nowe oddziały. W suwalskim Obwodzie AKO dowódcą oddziału partyzanckiego został ppor. Józef Sulżyński „Brzoza” a w augustowskim Obwodzie AKO operowały oddziały Jana Szumskiego „Snopa”, Edwarda Wawiórko „Skiby”, Wacława Sobolewskiego „Skały”, „Sęka”, Władysława Stefanowskiego „Groma”.

Po odejściu wraz z ofensywą styczniową 1945 r. jednostek frontowych Armii Czerwonej władze narzucone przez Sowietów straciły kontrolę nad terenem ówczesnego powiatu suwalskiego i augustowskiego. Wiosną 1945 r. intensywna działalność AKO doprowadziła  do rozkładu komunistycznej powiatowej administracji i aparatu bezpieczeństwa, rozbite zostały posterunki milicji, przestały działać urzędy gminne.

Wobec bezradności rodzimych władz komunistycznych zapadła decyzja o zlikwidowaniu polskiego niepodległościowego podziemia siłami sowieckimi.
Z rosyjskich źródeł wiemy, że na rozkaz Stalina Sztab Generalny Armii Czerwonej opracował „plan operacji wojskowej w lasach augustowskich(…) celem wykrycia i unieszkodliwienia wszystkich formacji(…) Armii Krajowej”. W lipcu 1945 r. wojska sowieckie otoczyły rejon Puszczy Augustowskiej oraz przylegające do niej tereny powiatu augustowskiego, suwalskiego i części sokólskiego. Przez ponad dwa tygodnie wojska wewnętrzne NKWD oraz powracające z frontu oddziały Armii Czerwonej przeczesywały ten obszar, aresztując tysiące osób. Trzeba podkreślić: partyzantka mogła istnieć dzięki wsparciu miejscowej ludności. Mieszkańcy puszczańskich wsi, gajówek, leśnicy płacili wysoką cenę za pomoc partyzantom.
Wśród zatrzymanych w lipcowej obławie byli 15-letni chłopcy i 70-cioletni staruszkowie, były też kobiety. Funkcjonariusze „Smiersza” – kontrwywiadu wojskowego ZSRS stawiali im zarzut przynależności do Armii Krajowej, bądź współpracy z niepodległościową partyzantką. Po wstępnej selekcji, a następnie po brutalnych przesłuchaniach część osób zwolniono, resztę kierowano do dalszego śledztwa zaś uznanych za żołnierzy niepodległościowego podziemia bądź ich współpracowników kwalifikowano do likwidacji.

Wywiad AKO ostrzegał „leśnych” przed zbliżającą się pacyfikacją. Część partyzantów udało się wyprowadzić poza teren sowieckiej operacji. Uratowali się żołnierze tych oddziałów i patroli samoobrony, które schroniły się na ziemi sokólskiej lub na pograniczu z Prusami Wschodnimi.

Pozostał Władysław Stefanowski  „Grom”, choć rozpuścił część swego oddziału, zwolnieni zostali ranni i rekonwalescenci, pozostał też „Brzoza” ze swoimi ludźmi.

Partyzanci z tych oddziałów, wycofując się przed jednostkami Armii Czerwonej  przeprowadzającymi obławę, spotkali się w okolicach Strzelcowizny. To jest około 10 kilometrów przez las od tego miejsca. Zostali  tam zlokalizowani  przez Sowietów i byli spychani w stronę jeziora Brożanego. Tu właśnie, nad jeziorem Brożane, rozegrała się ostateczna batalia żołnierzy AKO Obwodów Augustów i Suwałki.

Dziś po 69 latach warto zadać pytanie jakimi informacjami dysponuje historyk o walce nad jeziorem Brożane.

Do niedawna była ona praktycznie nieobecna w literaturze przedmiotu. Kazimierz Krajewski i Tomasz Łabuszewski w swoim pomnikowym dziele o działalności AKO na naszym terenie wydanym w 1997 r. o bitwie wspominają, podając jednak sprzeczne dane. Nie ma się czemu dziwić. Powodem była uboga baza źródłowa. Obławę przeprowadzali sowieci i nie mamy dostępu do wytworzonych przez nich dokumentów. Gdy brak dokumentów historyk sięga po trudne źródło, jakim są wspomnienia, przekazy ustne. Ale tak jak o Obławie Augustowskiej nie można było mówić, tym bardziej nie można było mówić o walce z Sowietami nad jeziorem Brożane. Większość partyzantów tu walczących zginęła.
Rozmawiałem i utrwaliłem kilka relacji ocalałych uczestników potyczki nad Brożanem i partyzantów próbujących ustalić, co się tam stało. Mamy także kilka relacji obecnego tu Pana Mariana Tananisa, wtedy szesnastoletniego wywiadowcy w oddziale Władysława Stefanowskiego „Groma”. Marian Tananis był aresztowany w czasie trwania obławy, w starciu nie uczestniczył, ale tuż po obławie wraz z kolegami był nad jeziorem Brożane szukając ciał zabitych.

Próbowaliśmy powiększyć wiedzę płynącą z wymienionych źródeł poprzez badania terenowe.

Rok temu Stowarzyszenie „Leśni” przeprowadziło kompleksowe badania brzegów jeziora Brożane, a archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego, płetwonurkowie podjęli rekonesansowe poszukiwania na dnie jeziora. Są bowiem przekazy mówiące o wyciąganiu z jeziora broni, szkieletów.

Wielodniowe badania z wykrywaczami metalu prowadzone przez Stowarzyszenie Leśni jednoznacznie potwierdziły fakt stoczenia walki nad jeziorem. Znalezione rodzaje i ilości sowieckiej amunicji pozwalają określić m.in. przestrzeń intensywnego ostrzału moździeżowego, a tym samym ustalić można pozycję żołnierzy zgrupowania i strony przeciwnej. Można także wskazać miejsca, gdzie żołnierze próbowali wydostać się z okrążenia. Na krzyżu widzą Państwo znaleziony tu, w okolicach tego przepustu medalik oraz guzik wojskowy. Prawdopodobnie należały one do żołnierzy zgrupowania „Groma” i „Brzozy”, są to niemi świadkowie wydarzeń z lipca  1945 r.

69 lat temu ten teren wyglądał inaczej. Po prostu poziom wód był wyższy – prawdopodobnie około metra wody było więcej. Stoimy w miejscu szczególnym. Z jeziora Brożane wypływał wtedy ciek wodny, a tu poniżej mamy przepust, na którym według obecnego tu Mariana Tananisa, członka oddziału „Groma”, sowieci ustawili karabin maszynowy i z tego karabinu zabijali partyzantów próbujących wydostać się z okrążenia. Tu przebiegała jedna z dróg, którymi żołnierze tego zgrupowania próbowali ratować życie.

Nie mamy dokładnych informacji dotyczących liczebności oddział „Groma” i „Brzozy” w czasie tej walki. W notatce o rezultatach „walk z bandytyzmem” na ziemiach polskich między 1 a 30 lipca 1945 r. generała majora Sierebriakowa do Berii podaje on liczbę 175 partyzantów walczących nad Brożanem. Dokładność tego wskazania każe domniemywać, że funkcjonariusze „Smiersza”  dodali do liczby żołnierzy AKO poległych w czasie walki tych, których ujęli. Partyzantów zepchniętych nad jezioro Brożane było więcej, bo część z nich z ocalała. „Grom” informowany o obławie rozpuścił część partyzantów, ale do oddziału „Brzozy” a także i do „Groma” dołączali żołnierze z innych patroli, członkowie siatki konspiracyjnej, zagrożeni aresztowaniem w czasie obławy. Konfrontując różne materiały myślę, że tu nad jeziorem Brożane walkę z frontowymi oddziałami Armii Czerwonej i wojskami wewnętrznymi NKWD podjęło około dwustu żołnierzy Armii Krajowej Obywatelskiej Obwodów Augustów i Suwałki.

Efekt tej walki musiał być niestety tylko jeden. Bolesław Rogalewski ps. „Sosenka” uczestnik tego starcia powiedział mi znamienne słowa „im dowozili amunicję, a nam nie”. Według przekazów walka trwała kilka dni, „Sosenka” mówił o pięciu dniach. Moim zdaniem przy tej dysproporcji sił i środków walka mogła trwać tylko dzień – dwa, a potem to było już tylko poszukiwanie przez Sowietów partyzantów w okolicach jeziora.

Według przekazów część partyzantów przebiło się z okrążenia, głównie z oddziału „Brzozy”. Rozmawiałem z kilkoma partyzantami z oddziałów „Groma” i „Brzozy”. Przekazy były różne. Partyzanci  przetrwali wchodząc na drzewa i wysoko w gałęziach doczekali odejścia stąd Sowietów. Inni  siedzieli w jeziorze, trzymając w ustach trzcinowe rurki, gdy nadchodziły patrole sowieckie. Inni mówili, że  „Brzoza” – dowódca oddziału, nad jeziorem Brożane nie walczył, walczyli tu tylko jego żołnierze. Po latach, gdy uczestnicy walki nad jeziorem Brożane nie żyją, trudno będzie to jednoznacznie ustalić.

W szyfrogramie gen. Abakumowa z 24 lipca 1945 r. do Berii, który to dokument ujawnił trzy lata temu Nikita Pietrow z rosyjskiego Memoriału, podany jest fakt aresztowania „Groma” i  50 żołnierzy. Mamy także raport kierownika PUBP w Suwałkach ppor. Mossakowskiego, który 16 lipca 1945 r. a więc na gorąco, podczas trwania Obławy, komunikował, że w okolicach jeziora Brożane wojska radzieckie spotkały – używam języka dokumentu: grupy bandyckie „Groma” i  „Brzozy”, które stawiały czynny opór. Zostało zabitych 4 oficerów z „bandy AK” oraz 57 bandytów wzięto do niewoli. Dokument podaje, że zabrano przy tym łącznie 58 szt. karabinów ręcznych automatów i karabinów maszynowych. Ostatnie zdanie w raporcie Mossakowskiego brzmi:

„Zatrzymani oraz zabrana broń są w rękach sowieckiego kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”.
Tyle dokumenty.

Realcje potwierdzają i uzupełniają informacje z dokumentów. Rozmawiałem z Franciszkiem Miluciem ps. „Karp”, który został ujęty w Obławie i był przetrzymywany w stodole w Białowierśniach. Podaje on fakt przywiezienia do stodoły w Białowierśniach przez Sowietów około trzydziestu  żołnierzy zatrzymanych nad jeziorem Brożane. Zostali oni stamtąd wywiezieni i zginęli wraz z ofiarami obławy zatrzymanymi w innych niż Brożane miejscach. Natomiast „Sosenka” w rozmowie ze mną twierdził, że „Grom” nie zginął nad jeziorem Brożane. Mieszkańcy Gib przekazali mu, że „Grom” był przesłuchiwany przez kontrwywiad „Smiersz” w Gibach. Jest to zgodne z informacją z szyfrogramu szefa „Smiersza” Abakumowa do Berii z 24 lipca 1945 r.

Jak wiele mamy do zrobienia jeżeli chodzi o listę nie tylko zamordowanych, ale i poległych w Obławie widać na przykładzie wymienionego tu na tej tablicy Władysław Stefanowskiego ps.  „Grom”. Niezależnie od tego, czy poległ tu na miejscu potyczki, czy też został tutaj ujęty, przekazany „Smierszowi” i torturowany w Gibach – zginął w Obławie Augustowskiej. A nie ma jego nazwiska na listach ofiar Obławy publikowanych przez IPN.

Losy Józefa Sulżyńskiego  „Brzozy” były skomplikowane. Przetrwał lipcową obławę, ujawnił się w czasie akcji Radosława we wrześniu 1945 r. za co otrzymał konspiracyjny wyrok śmierci. Nie został on wykonany. Wyjechał na Ziemie Odzyskane, gdzie pracował w Giżycku, następnie w Ełku.
Zachowane dokumenty UB potwierdzają jego inwigilację do 1956 r. Zmarł w Warszawie w listopadzie 1995 r.

Zbigniew Kaszlej

 

Tekst wystąpienia Danuty Kaszlej, Prezes Klubu Historycznego im. Armii Krajowej w Augustowie, wygłoszonego w ramach obchodów 67. rocznicy Obławy Augustowskiej, 25 czerwca 2012 r. w Suwałkach:

67 lat temu, w lipcu 1945 r., na mieszkańcach naszej ziemi dokonano zbrodni przeciwko ludzkości. Z polecenia Stalina, realizując plan Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, funkcjonariusze sowieckiego kontrwywiadu „Smiersz” zamordowali bez sądu co najmniej kilkuset, a prawdopodobnie ponad tysiąc, Polaków.

Byli to nasi rodacy, wyselekcjonowani w wyniku brutalnych przesłuchań, spośród ponad siedmiu tysięcy zatrzymanych. Jakie było kryterium selekcji? Zlikwidowano tych, których uznano za żołnierzy armii polskiego państwa podziemnego – Armii Krajowej, bądź za osoby wspierające niepodległościową konspirację.

Znaleźli się wśród nich 15. letni chłopcy i 70. letni mężczyźni, kobiety, wśród nich te spodziewające się dziecka. Zabito Ich, by złamać opór stawiany przez polskich patriotów władzom narzuconym przez Sowietów, nie mających poparcia miejscowej ludności.

Pacyfikację tą nazywamy Obławą Augustowską, bo celem był, dający oparcie partyzantom, kompleks leśny Puszczy Augustowskiej i przylegające do niego tereny dzisiejszych powiatów: sejneńskiego, suwalskiego, augustowskiego, części sokólskiego oraz odcięte powojenną granicą ziemie obecnej Litwy i Białorusi.

Całość operacji była kierowana i przeprowadzona przez siły sowieckie. Wykorzystano  jednostki frontowe 50 Armii 3 Frontu Białoruskiego i wojska wewnętrzne NKWD, szacowane w dokumentach Urzędu Bezpieczeństwa na 45 tys. żołnierzy. W roli pomocników obsadzono funkcjonariuszy i współpracowników Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego, Milicji Obywatelskiej oraz 1 Praskiego Pułku Piechoty ludowego Wojska Polskiego.

O realizacji kolejnych etapów likwidacji polskiego niepodległościowego podziemia w augustowskich lasach szef kontrwywiadu „Smiersz”- Abakumow meldował poprzez szyfrogramy Ludowemu Komisarzowi Spraw Wewnętrznych Związku Sowieckiego – Berii.

Dwa tajne meldunki Abakumowa do Berii z 21i 24 lipca 1945 r. zostały ujawnione rok temu dzięki Nikicie Pietrowowi, rosyjskiemu historykowi, wiceprzewodniczącemu stowarzyszenia Memoriał.

Dokumenty te są potwierdzeniem odgórnie zaplanowanego i realizowanego pod nadzorem szefa NKWD charakteru zbrodni, pozwalają stwierdzić z całą pewnością, że liczba Ofiar Obławy Augustowskiej jest większa niż przyjmowana dotąd, gdyż 592. aresztowanych przeznaczonych do likwidacji to stan tylko na 21 lipca 1945 r.
Listę ofiar należy powiększyć o 252 osoby już wówczas zakwalifikowane do likwidacji i przekazane organom NKWD na terenie Litwy, o tych, spośród 1090 zatrzymanych do 20 lipca, których po weryfikacji uznano za członków podziemia oraz o aresztowanych po tej dacie, gdyż „Smiersz” kontynuował zatrzymania co najmniej do 28 lipca 1945 r.
Listę ofiar obławy należy powiększyć też o zabitych w czasie aresztowania i konwojowania oraz o poległych w bitwie nad jeziorem Brożane i w innych potyczkach z przeczesującą Puszczę Augustowską Armią Czerwoną.

Nie wiemy, gdzie są doły śmierci zamordowanych w lipcu 1945 r. Nie wiemy, jak dużo poległych pozostaje bezimiennymi. Musimy to ustalić i przywrócić ich zbiorowej pamięci. Zobowiązuje nas do tego Ich ofiara.

Obława Augustowska bywa określana „podlaskim Katyniem”.
Tak jak o Katyniu, zabraniano o niej mówić. W obu wypadkach pamięci nie udało się zabić. To dobrze, że prawda o Katyniu jest częścią polskiej świadomości i władze wolnej Polski upominały się o nią u Rosjan; źle, że nie czynią tego w stosunku do Ofiar Obławy Augustowskiej.
Tymczasem ujawnienie prawdy o pacyfikacji z lipca 1945 r. może być dla państwa rosyjskiego trudniejsze niż w sprawie zbrodni katyńskiej, bowiem – w odróżnieniu od Katynia – Obławy Augustowskiej dokonano już w warunkach pokoju, bo w dwa miesiące po zakończeniu działań wojennych w Europie, a jej ofiarami byli nie tylko żołnierze w mundurach, lecz w przeważającej części ludność cywilna.
Upominanie się o prawdę o największej zbrodni popełnionej na Polakach po II wojnie światowej jest zadaniem dla nas, mieszkańców tego regionu. To stąd musi płynąć mocne wołanie o ujawnienie dołów śmierci i oddanie czci zamordowanym naszym przodkom.

Danuta Kaszlej

27 października 2007 | Danuta Kaszlej
Obława Augustowska i pamięć o niej
 

Podczas siódmej sesji Klubu Historycznego im. Armii Krajowej w Augustowie, w dniu 25 października 2007 r., Zbigniew Kaszlej wygłosił referat wprowadzający w problematykę przeprowadzonej w lipcu 1945 r. pacyfikacji

Obława Augustowska i pamięć o niej

Był lipiec 1945 r. Wojska sowieckie otoczyły rejon Puszczy Augustowskiej oraz przylegające do niej tereny powiatu augustowskiego, suwalskiego i części sokólskiego. Mniej wiemy o zasięgu tej pacyfikacji na wschód od linii Curzona – na terenie Litwy i Białorusi. Przez ponad dwa tygodnie wojska wewnętrzne NKWD oraz powracające z frontu oddziały Armii Czerwonej przeczesywały ten obszar, aresztując tysiące osób. „Szli tyralierą. Skrupulatnie przetrząsali zagajniki i zarośla. Zabierali ludzi z łąk, wyganiali
z chałup. ZOBACZ CAŁY ARTYKUŁ

9 maja 2007 | Zbigniew Kaszlej
Biuletyn nr 4
 

Zawiera sprawozdanie z sesji poświęconej kadrze kierowniczej augustowskiego UB, rys historyczny budynku zwanego „Domem Turka” – siedziby NKWD, a od stycznia 1945 r. PUBP w Augustowie oraz wygłoszony na sesji referat Piotra Łapińskiego

 

 

20 listopada 1943 r. dowódca AK wydał rozkaz określający zadania podległych sobie struktur w momencie odwrotu wojsk niemieckich oraz stosunek do wkraczającej na ziemie polskie oddziałów Armii Czerwonej, w którym jednocześnie wydał zarządzenia do „wzmożonej akcji dywersyjnej”, określonej kryptonimem „Burza”. Cel i zadania akcji zostały sformułowane jako: „Podkreślenie naszej woli bicia Niemców i to nawet w wypadku niekorzystnego dla nas stosunku sił, czyli wśród okoliczności nie zezwalających na podjęcie powszechnego powstania oraz samoobrona przed wyniszczeniem nas przez wycofujących się Niemców”, natomiast jej wykonanie zostało określone następująco: „Działania będą polegały na zaciętym nękaniu cofających się straży tylnych niemieckich (ew[entualnie] nawet oddziałów tylnych straży tylnej), na silnej dywersji na całej głębokości terenu, w szczególności na komunikację”[1].

ZOBACZ CAŁY ARTYKUŁ