Uczestniczyliśmy w uroczystych obchodach 71. rocznicy ujawnienia struktur niepodległościowego podziemia w Sokółce. Inicjatorem i głównym organizatorem „Niedzieli z sokólskim obwodem Armii Krajowej” było Stowarzyszenie Historyczne im, Bohaterów Ziemi Sokólskiej.
Po mszy świętej w  kolegiacie pw. św. Antoniego Padewskiego miało miejsce złożenie wiązanek kwiatów i zapalenie zniczy przy pomniku poświęconym żołnierzom Obwodu AK Sokółka. Następnie przy starej plebanii grupy rekonstrukcyjne odtworzyły moment ujawnienia struktur podziemia niepodległościowego w Sokółce w kwietniu 1947 r.
Tradycyjna żołnierska grochówka była zwieńczeniem uroczystości.
Zainteresowanych przebiegiem ujawnienia 1947 r. w Augustowie i Suwałkach odsyłam do artykułu D.Kaszlej, Z. Kaszlej: http://www.astn.pl/r2002/ujawnienie.htm
Znajdziecie tam też zweryfikowane listy ujawnionych i ich przypisanie do struktur WiN – setki nazwisk żołnierzy AK-AKO-WiN z ziemi augustowskiej i suwalskiej – może z Waszych rodzin? To efekt mrówczej pracy i analizy ponad 10 tys. ankiet ujawnionych na mocy amnestii 1947 r.
W poniższej relacji o sokólskim ujawnieniu mówią w imieniu organizatorów rekonstrukcji Krzysztof Promiski, Krzysztof Oszer, Andrzej Zabek. Danuta Kaszlej odpowiada na pytanie o prześladowania ujawnionych:
https://bialystok.tvp.pl/37012948/29042018-godz1830

fot. Zbigniew Kaszlej

fot. Stowarzyszenie Historyczne im. Bohaterów Ziemi Sokólskiej

 

Prezentuję fragment wspomnień Józefa Kunickiego, ur. 4.04.1925 r. w Walnem, zmarłego 11.12.2012 r. w Olecku. Opisuje on przeżycia podczas Obławy Augustowskiej. Za udostępnienie wspomnień ojca dziękuję Józefowi Kunickiemu z Olecka.

KunickiJózef Kunicki (1925 – 2012)

Po powrocie do rodziny

Mieszkam już dwa tygodnie w rodzinie. Zaczynamy sobie zadawać pytania, co dalej. Panuje głód. Nie ma paszy dla źrebaka i krowy. Ludzie wyjeżdżają do Prus Wschodnich szukać żywności i paszy. Niemiecka ludność uciekła w głąb Niemiec przed Rosjanami. W pasie graniczącym z Polską w tych gospodarstwach można znaleźć paszę dla bydła. Ojciec z kuzynem Pietkiewiczem zamienia źrebaka na 2,5 roczną klacz. Dokłada do niego pozłacany zegarek, który ocalał w rodzinie. No trzeba wybierać się na szukanie żywności. Wybieramy się, a jest to początek marca i leży śnieg.

Wyjeżdżam z ojcem. Zaprzęgam konie w sanie. Bierzemy sobie i dla koni paszę i jedziemy do Prus Wschodnich. Przy pasie granicznym w głąb 10 km znajdujemy w gospodarstwie siano, ziemniaki i zboże niemłócone. Młócimy zboże, około 200 kilogramów. Radość. Jest siano, ziemniaki i chleb. Ładujemy i jedziemy z powrotem. Trwało to 5 dni. Takich wyjazdów zrobiliśmy ze trzy razy.

Wojna toczy się gdzieś na zachodzie. Jest to w przybliżeniu 25 marca. Dostaję powołanie do wojska Polski Ludowej. Postanawiam nie stawić się. Zmieniam miejsce zamieszkania. Nikt mnie nie poszukuje. Przychodzi w kwietniu drugie powołanie. Również się nie stawiam. Ci co się zgłosili byli wysyłani, po krótkim przeszkoleniu na front.

Przychodzi wiosna. Ja z ojcem staram się zagospodarować ziemię, coś zaorać i posadzić. Ludność, których gospodarstwo zostało spalone wyjeżdża i osiedla się w Prusach Wschodnich.

Obława lipcowa

Powołanie do wojska otrzymuję po raz trzeci 17 lipca. Mam stawić się do Suwałk na Komisję Wojskową. Trudno, trzeba się zgłosić. Wojna skończona, więc nie jest tak źle. Raniutko 17 lipca 1945 roku wychodzę do Suwałk na pobór do wojska. Jest oddalone o około 30 kilometrów. Postanawiam jechać rowerem. Zabieram podstawowe rzeczy, bo mogę nie wrócić. Dojeżdżam pod Suwałki, zostawiam rower u znajomych i idę pieszo. Za wsią Leszczewek, jakieś 7 km od Suwałk, spotykam dużą grupę żołnierzy rosyjskich. Zatrzymują mnie i sprawdzają dokumenty. Pokazuję im kartę powołania do wojska. Nie zwracają uwagi na żadne wyjaśnienia. Zabierają mnie i pędzą do jednego przy drodze zabudowania. W tym zabudowaniu na podwórzu jest już spora grupa mężczyzn od 17 do 60 lat. I mnie przyłączają do niej. Tych ludzi i mnie pilnuje kilku rosyjskich żołnierzy. Po południu przyjeżdża samochód ciężarowy. Wpędzają do środka krzycząc: „Prędzej, prędzej!” oraz brutalnie popychają. Wiozą w kierunku Suwałk. Przejeżdżają przez Suwałki i wiozą dalej. Jesteśmy wystraszeni, nie wiemy gdzie nas wiozą. Dowożą nas do Papiernia-Dubowo. Do tego obozu, który zrobili Niemcy, a ja już w tym obozie siedziałem. No myślę po nas. Trzymają nas do rana. Okazuje się, że przez dzień i wieczór spędzono lub przywieziono dużą ilość mężczyzn. Szacuję, że ok. 100 osób. Sowieccy żołnierze uzbrojeni po zęby bardzo nas pilnują. Od czasu do czasu słychać jakieś strzały. Prawdopodobnie, by nas zastraszyć przed ucieczką. Dowiaduję się od ludzi zatrzymanych, że jest to duża obława na ludzi związanych z podziemiem AK. Słynna obława Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD sowieckiego, którą później nazwano Lipcową Czystką.

Wczesnym rankiem ustawiono wszystkich zatrzymanych po dwie osoby w pary. Po bokach szeregu z obydwu stron ustawili się żołnierze rosyjscy z bronią gotową do strzału. Została stworzona kolumna składająca się w przybliżeniu z ok. 150 cywilów, no i żołnierzy sowieckich jakieś 50 osób. Wypędzono z obozu na szosę Suwałki Augustów. Ruszyliśmy w kierunku Augustowa. Przed ruszeniem w drogę, poinformowano nas, że jeśli ktoś spróbuje uciec, to zostanie zastrzelony. Gdy ruszyliśmy, dla sterroryzowania oddano kilka strzałów w górę. Szliśmy jakieś 4 km. Nagle kolumna skręciła w kierunku Płocicznego. Zapędzono nas do osiedla robotniczego Płociczno. Tak spotkaliśmy grupę już zatrzymanych mężczyzn. Był to plac w środku osiedla. Otoczono nas kordonem wojska rosyjskiego oraz żołnierzy w mundurach Wojska Polskiego oraz Policji polskiej UB. W jednym z mieszkań znajdował się sztab wojska rosyjskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Budynek był otoczony przez Rosjan.

Przesłuchanie

Do budynku, gdzie znajdował się sztab brano po jednej osobie i dokładnie przesłuchiwano. „Skąd jesteś, gdzie mieszkasz, czy służyłeś w wojsku, gdzie pracowałeś za okupacji, czy brałeś udział w jakiejś organizacji przed wojną, czy obecnie należysz do jakiejś organizacji, skąd wziąłeś się w tym obozie?” Pytano również o członków rodziny, co robią i z czego się utrzymują. Pytania zadawali brutalnie, a w pewnych momentach podchwytliwie. Nawet przerywano krzycząc: „Kłamiesz!”

Po wprowadzeniu mnie do środka przeprowadzono to przesłuchanie tą metodą. Była to przesłuchująca grupa (Komisja tak zwana „Rosyjska”). Na środku stołu stał dobrze zbudowany Rosjanin w szarży kapitana. Miał surowy wygląd, typ Gruzina, barczysty z medalami. Przed nim leżała książka, w której coś wyszukiwał, jak podawałem personalia. Po obu stronach stołu, po jednej i drugiej stronie siedziały po dwie osoby. Było ich pięcioro. To, co mówiłem notowali. Po drugiej stronie pokoju, przy stole siedziała Komisja Polska w mundurach Wojska Polskiego i polskiej U.B. Przed nimi również leżała książka, lecz w języku polskim. Widziałem wpisy w tej książce. Nazwiska, imiona oraz miejscowości. Gdy powiedziałem swoje nazwisko oraz podałem im kartę powołania do wojska szukano mojego nazwiska, lecz nie znaleziono. Jeden z członków przesłuchujących mówi do pozostałych: „On nie z naszego okręgu, to okręg Augustów-Sejny. Tu go nie mamy.” Serce mi załomotało. To są nasi wyzwoliciele!? Rzuciłem okiem na tę listę. Była pisana w języku polskim. Jeden z członków Komisji Polskiej zwrócił się do Rosjan w języku rosyjskim. Coś tam rozmawiali przez dłuższy czas. Wzięto ode mnie kartę powołania do wojska. Wpisano kilka słów po rosyjsku, oraz polsku. Napis brzmiał: „Jest wolny, ale musi stawić się jutro do wojska do Suwałk”.

Wypuszczono mnie. Wyszedłem na plac strzeżony przez Rosjan. Przed wyjściem stali wartownicy. Wzięli ode mnie tę kartę powołania, przeczytali i powiedzieli, że należy iść do wojska. Wraz ze mną wypuszczono z mojej wsi kolegę Sobolewskiego Mieczysława. Co stało się z pozostałymi? Część zwolniono, a pewna część ludzi do dzisiaj nie powróciła.

Po wypuszczeniu mnie, wyszedłem w kierunku tartaku Płociczne. Zbliżał się wieczór. Należało gdzieś przenocować. Dalsza podróż nocą, to pewna śmierć lub wpadka. Z kolegą dotarliśmy do Płociczna. Ja znałem tam gajowego. Nazywał się Węderlich. Zaszliśmy do niego prosząc o przyjęcie na noc. Zgodził się, pomimo, że to były ogromnie niebezpieczne czasy prześladowań. Opowiedziałem mu wszystko o tym obozie i o moim przejściu. Postanowiłem nie stawiać się do wojska, tylko wracać do domu. Pozostawiony rower w Leszczewku odbiorę innym razem. Uważałem to rozwiązanie za bezpieczniejsze. Po przenocowaniu u niego na strychu magazynku i rano po śniadaniu, gdy już mieliśmy z kolegą odchodzić, naraz zajechała bryczka z 4 rosyjskimi żołnierzami. My skryliśmy się w zakamarkach strychu. Po przeszukaniu, zabrali jego 20 letnią córkę, która wróciła z robót z Niemiec. Po tym incydencie natychmiast opuściliśmy domostwo. Przez lasy, które były nam znane wraz z kolegą przyszliśmy do jego domu do wsi Walne. Ja dalej ostrożnie wracałem do domu gdzie była rodzina. Szedłem bacznie ścieżkami leśnymi. Doszedłem do wsi Wysoki Most na rzece Czarna Hańcza. Tam spodziewałem się patroli sowieckich i UB. Nieopodal od mostu wkradłem się do zagrody rolnika Nowela Stanisława. Po obserwacjach mostu upewniłem się, że droga jest wolna, zasięgnąłem wiadomości od rolnika. Dowiedziałem się, że jeszcze w nocy była ukryta warta na moście wraz z żołnierzami rosyjskimi i polskimi. Rolnik wyszedł sprawdzić pod pozorem pasącego się bydła i sprawdził. Wrócił mówiąc, ze droga wolna. Przeszedłem przez most od razu skręcając nad rzekę i dalej poszedłem w kierunku wsi Krasne. Do domu miałem 8 kilometrów.

Po wieczór zbliżyłem się do wsi. Zauważyłem przed wsią placówkę wojskową okopaną, a we wsi wojsko rosyjskie. Zatrzymano mnie. Zapytano mnie skąd idę. Odpowiedziałem, że z miasta Suwałki z Komisji Wojskowej do domu. Pokazuję to pismo, co dostałem w obławie. Zaprowadzono mnie do wsi do pierwszego rolnika Milewskiego. Właśnie tam mieszkali moi rodzice. W tym domu mieściło się rosyjsko-polskie dowództwo. Rodzice zauważyli mnie z daleka, witając i ciesząc się. Przekazano mnie dla dowództwa, przeglądnięto przepustkę (kartę powołania). Wypytywano z godzinę. No nareszcie usłyszałem po polsku, że w porządku. Zadano mi pytanie, kiedy mam iść do wojska. Odpowiedź: przyjdzie i powiadomienie, kiedy mam się stawić. Niesamowita radość w rodzinie. Jesteś wolny. Co usłyszałem od rodziców i sąsiadów mroziło krew w żyłach. Ze wsi zabrano 6 mężczyzn i przetrzymywano w Gibach. Z nimi był zatrzymany mój ojciec. Wszystkich zwolniono, bo byli to ludzie już po 50-tce, a mój ojciec miał już ponad 60 lat.

Po powrocie z obławy stałem się coraz czujniejszy na czyhające niebezpieczeństwo aresztowania. UB otworzył grupy przeczesujące teren. Dochodzą wiadomości, ze coraz częściej aresztują członków AK. Jeżeli by padło podejrzenie, że masz kontakty przyjacielskie lub udowodnią, że znałeś jakiegoś członka podziemi to mogą cię aresztować. W czasie obławy lipcowej zatrzymano dwóch moich krewnych ze wsi Gorczyca -Franciszka Łebskiego oraz ze wsi Karolin – Piotra Dylnickiego. Został zastrzelony brat cioteczny Czesław Gopczyński z Karolina, który starał się uciec na ziemie zachodnie. Byłem ściśle z nimi związany przez organizację AK. Byliśmy członkami podziemia. Do dzisiaj słuch po nich zaginął.

W naszych okolicach dużo ludzi związanych z AK wstąpiło do MO i UB. To przez nich wiele Polaków zginęło. Krwawym oprawcą, który miał wiele na sumieniu był robotnik leśny ze wsi Pomorze, członek AK z oddziału „Zagłoba” (z okolic Berżniki – Giby). Jeździł na czele patrolu rosyjskiego. Był to patrol konny składający się z 12 ludzi, a na czele tego oddziału na siwej klaczy, jako przewodnik stał mężczyzna o nazwisku K. Dobrze pamiętam, jak przyjechał do wsi Krasne gdzie mieszkałem. Był to mężczyzna 25 – 27 letni o krępej budowie ciała, o owalnej i zaczerwienionej twarzy. AK i WIN chcieli go zlikwidować, lecz nie udało się. Został przeniesiony do UB Suwałk, a później przybywał w oleckim UB.

Gdy wróciłem z robót z Niemiec i z obozów pracy do wsi Krasne, za pośrednictwem moich kuzynów znów rozpocząłem współpracę z podziemiem. W naszych okolicach front przechodził dwa razy. W Puszczy Augustowskiej w 1939 roku dużo wojska rozbroiło się i wrócili do domów. Część koni została ukryta przed Niemcami. W 1945 roku przechodził front niemiecko – rosyjski. Cofające się wojska niemieckie zostawiły dużo broni w lasach. Ludność i podziemie przejęło tę broń. Między innymi i ja zdobyłem 1 karabin ręczny, 1 pistolet maszynowy, 1 ręczny karabin maszynowy oraz 1 karabin maszynowy rosyjski. Sporo amunicji i pięć granatów ręcznych. Pistolet z amunicją przekazałem Łebskiemu Franciszkowi z AK. Pozostałą broń przekazałem dla oddziałów AK. Ręczny karabin maszynowy ukryłem w lesie w skrytce.

Po obławie

Po zakończeniu obławy UB i NKWD w lipcu 1945 roku, funkcjonariusze MO, UB nadal szukali członków podziemia i tych, którzy je wspierali oraz sympatyków. Łebski Franciszek ukrył się przed obławą. Po pewnym czasie na krótko wrócił do domu. Trzy, cztery dni po obławie do jego domu w przebraniu cywilów przyszło dwóch mężczyzn. Pytają jego matki, że chcą porozmawiać z Frankiem. Oświadczyli, ze są jego znajomymi. Matka nie zorientowała się, że to agenci UB i MO i powiedziała, że Franciszek jest w polu i kosi groch. Tych dwoje, ukradkiem przez las podeszli do niego odcinając mu drogę ucieczki. Złapali go. Aresztowali i nawet nie dali spotkać się z rodziną. Był ofiarą dalszych łapanek po obławie. Ja widząc, że i mnie może to spotkać zacząłem być coraz ostrożniejszy. Zacząłem myśleć, że trzeba zmienić miejsce zamieszkania i wyjechać. Wyjechać na ziemię odzyskaną do Prus Wschodnich. Zapadła decyzja. Wyjeżdżamy wszyscy, nie ma się czego trzymać. Zakładać życie gdzie indziej. Bałem się prześladowania lub aresztowania. Przecież nie stawiłem się trzy razy do wojska. Wiedziałem, że mogą się tego dopatrzeć. Najlepsza decyzja to zniknąć ludziom z oczu, wszystko może się zdarzyć. Zrobiłem krótki wywiad wśród tych, co wyjechali. Są chwilowo spokojni w Prusach.

W publikowanym tekście zachowałem język źródła, czyniąc jedynie konieczne poprawki ortograficzne i jedną merytoryczną: autor pisząc po latach posługiwał się uogólniającym zwrotem „AK i WiN”. Pozostawiłem tylko „AK”, gdy opisuje czas przed powołaniem  Zrzeszenia WiN (powstało 2 września 1945 r.).

Zbigniew Kaszlej

 

Spotkanie z Henryką Pagniello z domu Bogusławską,  autorką wspomnień o zesłańczych losach pięciorga dzieci z bargłowskiej rodziny, zgromadziło liczne grono Sybiraków i osób kultywujących pamięć o ofiarach czterech masowych wywózek Polaków, przeprowadzonych przez ZSRS w 1940 i 1941 r.

IMG_7951

Zorganizowaliśmy promocję w II Liceum Ogólnokształcącym w Augustowie im. Polonii i Polaków na Świecie 13 kwietnia, kiedy obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej i jednocześnie 78. rocznicę drugiej deportacji na nieludzką ziemię, która objęła m.in. rodziny ofiar Katynia. Uczciliśmy ich minutą ciszy a przy pomniku katyńskim, znajdującym się przed szkołą, młodzież zapaliła znicze.

Wywiad z autorką wspomnień oraz z Magdaleną Dzienis – Todorczuk z białostockiego oddziału IPN przeprowadził dr. Marcin Zwolski, Kierownik Działu Naukowego Muzeum Pamięci Sybiru.
Rozmowa opierała się na fragmentach wspomnień ukazujących wybrane przeżycia z siedmioletniego zesłania. Odczytały je uczennice II LO: Gabriela Kleczkowska, Julia Kopiczko, Angelika Pomichter i Kinga Borawska.

Taka konwencja spotkania pozwoliła też pogłębić temat rzadko nazywany wprost w sybirackich  wspomnieniach: traumy rzutującej na całe życie.
Pani Henryka Pagniello ma odwagę i umie nazwać wpływ przeżyć dzieci – osieroconych na 7 lat zesłania – na sferę emocji, relacji z bliskimi. Powrót do ojczyzny i do rodziców nie mógł przywrócić dzieciństwa a dostatek chleba – nasycić głodu uczuć, wyziębienia emocjonalnego. Trudny sybiracki bagaż pozostawał do przepracowania…
Jest to straszliwe oskarżenie wobec sowieckiego totalitaryzmu. Wybrzmiało naturalnie, jako element głębokiej, wzruszającej szczerością i intensywnością emocji (pomimo upływu lat) opowieści „Była taka rodzina”.
Myślę, że młodsi i starsi uczestnicy piątkowej promocji opowieść tę zapamiętają i nic dziwnego, że tak wielu wyszło ze spotkania z zakupioną książką i autografem Henryki Pagniello.

Dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński podziękował autorce za udostępnienie wspomnień.

Organizatorzy promocji:
Klub Historyczny im. Armii Krajowej w Augustowie
II Liceum Ogólnokształcące im. Polonii i Polaków na Świecie
Muzeum Pamięci Sybiru (wydawca)

Danuta Kaszlej

Fotoreportaż autorstwa Eweliny Dadury i Julii Kaciniel z promocji książki Henryki Bogusławskiej „Była taka rodzina”.

 

13 kwietnia, w 78. rocznicę drugiej spośród czterech masowych deportacji obywateli polskich do ZSRS, zapraszamy na spotkanie z Henryką Pagniello i promocję jej wspomnień wydanych przez Muzeum Pamięci Sybiru.
zapr internetowe

Mam nadzieję, że wyjątkowo skomplikowane i tak bardzo nietypowe wojenne losy naszej rodziny zainteresują czytelników. Wówczas to, być może, pamięć o podobnych tragediach będzie głębsza i na pewno przetrwa o wiele dłużej  pisze w swych wspomnieniach Henryka Bogusławska (zgodnie z decyzją autorki Muzeum Pamięci Sybiru wydało je pod jej panieńskim nazwiskiem).

Sporządzony po latach zapis pamięci autorki Była taka rodzina zrobił na mnie wrażenie odwagą i szczerością analizy wpływu przeżyć w czasie zesłania na osobowość, sferę uczuciową i rodzinne relacje.

Trauma rodziny Bogusławskich z Bargłowa nie mogła i nie zakończyła się wraz z końcem wojny i powrotem do – innego niż w marzeniach, bo całkowicie zniszczonego – gniazda rodzinnego. Rodzice i dzieci zaczynały bycie na powrót razem odmienieni przez wojenne przeżycia – inne, ale w każdym przypadku traumatyczne. Jak inaczej bowiem nazwać doświadczenia ojca – ukrywającego się najpierw przed sowietami, później cudem uratowanego z rąk niemieckich oprawców żołnierza AK-WiN, prześladowanego po wojnie przez polskich funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Wyjątkowo trudną drogę przez więzienie, łagry przeszła matka – aresztowana i oderwana od rodziny już w 1940 r. Trauma nie ominęła dziadków z obydwu stron i – co najdokładniej opisuje Pani Henryka – pięciorga dzieci wywiezionych 22 czerwca 1941 r.

To dobrze, że Muzeum Pamięci Sybiru wydało wspomnienia Henryki Pagniello z domu Bogusławskiej. Można będzie je zakupić 13 kwietnia 2018 r. w II Liceum Ogólnokształcącym w Augustowie im. Polonii i Polaków na Świecie.

Wspólnie z Dyrektorem Muzeum Pamięci Sybiru – prof. Wojciechem Śleszyńskim, który przybędzie wraz z pracownikami muzeum oraz z Dyrektor II LO w Augustowie – Barbarą Koronkiewicz serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z Panią Henryką Pagniello.
Poprowadzi je dr. Marcin Zwolski – Kierownik Działu Naukowego Muzeum Pamięci Sybiru. Naszym gościem będzie również Magdalena Dzienis – Teodorczuk, autorka tekstu historycznego wprowadzającego w tematykę wspomnień. Wybrane teksty  przeczytają uczniowie II LO.

W imieniu organizatorów zaproszenie na 13 kwietnia br. (piątek) na godzinę 10.00 kieruję do wszystkich zainteresowanych tematem, szczególnie do Sybiraków i ich rodzin, do szkół noszących imię Sybiraków oraz do środowisk kultywujących pamięć o zesłańcach, łagiernikach i wszystkich ofiarach totalitaryzmu sowieckiego i niemieckiego.

Danuta Kaszlej
Prezes Klubu Historycznego
im. Armii Krajowej w Augustowie