26 sierpnia 2020 | Zbigniew Kaszlej
Rocznica pacyfikacji wsi Jasionowo
 

Rocznica pacyfikacji wsi Jasionowo przypada 26 sierpnia. W 1943 r., 77 lat temu, Niemcy bestialsko wymordowali całą wieś.
Rocznicowe uroczystości przy zbiorowej mogile i kaplicy w Jasionowie miały miejsce w tym roku 23 sierpnia – zrelacjonowaliśmy je w odrębnym wpisie. Uzupełniamy tę relację fotoreportażem Ewy Chomiczewskiej oraz tekstem homilii ks. kanonika Waldemara Sawickiego.  

Homilia wygłoszona w dniu 23 sierpnia 2020 r. w Jasionowie przez księdza kanonika Waldemara Sawickiego, proboszcza parafii p.w. Matki Bożej Anielskiej w Lipsku,  podczas mszy świętej sprawowanej w 77. rocznicę pacyfikacji wsi Jasionowo przez Niemców:

„Lecz nie mów Świecie: „nic to ta wojna” –
choć jam w niej śmierci nie poniósł wcale –
lecz jak ma dusza ma być spokojna?
Inni zginęli, czy zrozumiałeś?”

Tak w swym „Wierszu o wojnie” pisał Dawid Stronczak.

Spotykając się w tym miejscu, na dorocznym odpuście w Jasionowie, stajemy się świadkami historii. Świadkami śmierci, którą przed siedemdziesięcioma siedmioma laty ponieśli mieszkańcy tej wsi. Okupanci byli przekonani, że tak, jak zniszczyli ich życie, tak zniszczą pamięć o nich. Z pewnością zatarły się rysy ich twarzy, wyblakły fotografie. Minęło przecież 77 lat. A jednak my nadal pamiętamy. I co roku, stojąc przy grobie 58. zamordowanych, niewinnych ludzi, z wiarą prosimy Dobrego Ojca o życie wieczne dla każdego z nich.

Patrząc w oblicze Matki Bożej Częstochowskiej, patronki tej kaplicy i dzisiejszego święta, przychodzi mi na myśl inny obraz. To wizerunek znany jako Matka Boża Katyńska. Ukazuje on Maryję, która tuli w swoich ramionach postać z przestrzeloną, nagą czaszką. Tak zginęli polscy oficerowie w Katyniu, Kozielsku, Miednoje. Tak prawdopodobnie zakończyły swoje życie ofiary Obławy Augustowskiej. Tak witały się ze śmiercią bł. Marianna Biernacka w Naumowiczach i bł. siostra Julia Rapiej w Nowogródku. I tak odeszli mieszkańcy Jasionowa. Dorośli, bo dzieci żywcem, z roztrzaskaną głową. A Maryja, nasza najlepsza Matka – zwana Bazylianką, Anielską, Częstochowską czy Katyńską, na pewno w tym momencie przytulała każdego z nich do swego serca, aby przyjąć na siebie ich ból, otrzeć łzy, pocieszyć i zapewnić, że teraz już wszystko będzie dobrze.

U progu wieczności stanie kiedyś każdy z nas.

To będzie najważniejsza chwila naszego istnienia. Często zastanawiamy się nad tym co dla nas najważniejsze? Ale to nie sukcesy, awanse, pieniądze czy sława, nawet nie zdrowie jest dla nas największym skarbem. Tak naprawdę, najważniejsza jest relacja, którą zbudujemy z Jezusem.

W dzisiejszej Ewangelii mieliśmy przedstawiony obraz Jezusa w gronie przyjaciół. Byli grupą, która wędrując bezdrożami Galilei, zdążyła dobrze się poznać. Spędzili ze sobą kilka lat. Przeżyli razem wiele. Widzieli Pana niosącego pocieszenie, uzdrawiającego, wskrzeszającego. Widzieli też jak był odtrącany, niezrozumiany, prześladowany. Mogłoby się zdawać, że wiedzą o sobie nawzajem wszystko. A tymczasem Jezus stawia im pytania:

„Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”

To pytanie o innych ludzi, nie o nich. Odpowiedzi sypią się łatwo: za Jana Chrzciciela, za Eliasza, za Jeremiasza, za jednego z proroków.

Jezus słucha przekrzykujących się uczniów, a następnie zadaje drugie pytanie:

„A wy za kogo Mnie uważacie?”

To pytanie zaskoczyło Apostołów. Łatwo jest powtarzać plotki, opowieści zasłyszane od innych. Ale to pytanie jest skierowane bezpośrednio do nich. I okazuje się, że można przeżyć z kimś wiele dni i nie znać na nie odpowiedzi. Jeden tylko Piotr nie dał sobie czasu na myślenie o tym, na formułowanie odpowiedzi, która będzie podobała się wszystkim słuchaczom. Piotr mówi prosto z serca to, w co głęboko wierzy:

„Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.

Nie wiemy, jak zareagowali na te słowa Apostołowie.

Czy przytakiwali Piotrowi? A może milczeli? Czy odnaleźli taką samą wiarę w swoich własnych sercach?

Spróbujmy wyobrazić sobie siebie w tej sytuacji. Oto Jezus zadaje to pytanie tobie. Jaka byłaby twoja odpowiedź? Każdy z nas ma prawo i obowiązek zawiązania osobistej relacji z Mesjaszem. On działa w Kościele przez takich zwykłych, prostych ludzi jak Piotr, jak ty i ja. Tak jak Piotrowi, ufa każdemu z nas i chce, żebyśmy byli skałą, na której On może budować wspólnotę.

Św. Jan tak pisze w Prologu do Ewangelii:

„Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”.

W tym tekście możemy również bardzo wyraźnie usłyszeć słowa skierowane do nas. To my jesteśmy własnością Jezusa. Należymy do Niego. On do każdego z nas przychodzi jak do swojej własności, z nadzieją, że Go przyjmiemy. I bardzo często tak właśnie jest. Poznajemy Go, witamy z radością, zapraszamy do swego życia.

Ale bywa też inaczej. Gdy zamykamy oczy na potrzeby bliźnich, gdy brak nam czasu na modlitwę, na Mszę Świętą, gdy nie potrafimy przebaczyć- czy wtedy słyszymy głos Jezusa mówiącego: Przyszedłem do Ciebie jak do swojego, ale mnie nie przyjąłeś…

Powszechne w wielu krajach, także w Polsce, jest powiedzenie: Trudno jest być prorokiem we własnym kraju. Jest ono parafrazą słów wypowiedzianych przez Jezusa w Nazarecie. Ci, którzy znali Go najlepiej, nie potrafili zobaczyć w Nim Mesjasza.

W każdym mieście i wiosce czekały na Niego tłumy. Pragnęły, by ich nauczał, by uzdrawiał ich chorych i wypędzał złe duchy. Tymczasem kiedy przychodzi w rodzinne strony, nikt nie cieszy się na Jego widok.

Czy i my nie mamy czasem podobnych doświadczeń?

Z naszej parafii wywodzą się dwie błogosławione. Przybywają do nas pielgrzymi, liczni, czasami bardzo znani, ważni ludzie. Ich nazwiska możemy odszukać w Księdze pamiątkowej. Modlą się przed obrazem Matki Bożej Bazylianki, oddają cześć relikwiom Błogosławionych i polecają Ich wstawiennictwu swoje małe i wielkie problemy, zawierzają swoje nadzieje, dziękują za otrzymane łaski.

A my, wywodzący się stąd i żyjący tu, czy jesteśmy świadkami świętości bł. Marianny, bł. Julii?

W świecie, gdzie dla wielu szczytem marzeń jest zostanie tak zwanym „celebrytą”, kiedy popularna osoba zjawi się w swoich stronach, często sąsiedzi są tak bardzo dumni, że „jeden z nich” się wybił. A przecież tego typu „sława” jest bardzo często tak mało warta, niekiedy wręcz powinna bardziej wywoływać wstyd niż dumę.

My jednak mamy z kogo być dumni. Uwierzmy, że ta nasza Mania, ta Julka, które kiedyś chodziły po tych samych ścieżkach wśród pól, po których chodzili nasi dziadowie, po których my dzisiaj nadal chodzimy, One w tej chwili są w gronie świętych w niebie.

Jezus w swoich rodzinnych stronach nie zdziałał żadnego cudu, bo do cudu potrzebna jest wiara. Jeżeli my będziemy patrzyli na nasze błogosławione, na ofiary Jasionowa, Obławy, pobliskiego Koziego Rynku jedynie jak na dawne postaci historyczne, nie spodziewajmy się cudów. Nie spodziewajmy się niczego. Nic nie zmieni naszego życia. Nie dlatego, że Jezus nie może tego uczynić, tylko dlatego, że my nie chcemy w ten cud uwierzyć i go przyjąć. Że nie wierzymy, że możemy upodobnić się do Jezusa. Że możemy być dla siebie dobrzy, życzliwi, serdeczni, przebaczający…

Jeżeli zaś, tak jak Piotr, potrafisz, jeśli zechcesz, jeśli spróbujesz powiedzieć: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”, możesz wtedy prosić Go o wszystko, a zostanie Ci dane.

 

Wpis dodano w kategoriach: Aktualności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *